Sunday, 29 September 2013

Jak zmienić Polskę?



Pod tym tytułem prezentowany był reportaż ze spotkania z p. prof. Andrzejem Zybertowiczem i p. Joanną Lichocką (zob. wpis niżej). Niestety, nie miałem w ręku książki p. prof. Andrzeja Zybertowicza i p. Joanny Lichockiej p.t. „III RP. Kulisy systemu”, więc nie mogę się do niej odnieść. Ale, mam nadzieję, znając tych autorów, że jest to obowiązkowa lektura dla Polaka. Natomiast chcę w kilku słowach odnieść się do dyskusji, która miała miejsce na prezentacji tej książki.

            Chociaż głosy w dyskusji były często niezbyt zgodne ze sobą, to moim zdaniem, każdy z dyskutantów miał rację. A to, dlatego, że dopiero suma tych głosów stanowi, moim zdaniem odpowiedź na pytanie – Jak zmienić Polskę?
            Nie wydaje mi się, żeby Polskę można było zmienić ruchami oddolnymi. Taki proces nawet, jeśli teoretycznie jest możliwy, może trwać wieki. A więc, nie może stanowić rozwiązania aktualnych problemów w Polsce. Naród może dokonać wielkich przemian tylko wtedy, gdy ma głowę i skrzydła, i gdy ma dobrze poukładane w głowie.
            Również za nierealne uważam dokonywanie przemian w Polsce metodami odgórnymi. Aby taka koncepcja przyniosła oczekiwane zmiany, czyli rzeczywiste przemiany w Polsce, musi być zrozumiała dla narodu i uzyskać jego akceptację. Nawet najbardziej słuszne reformy mogą zostać odrzucone przez naród, jeśli nie będą zrozumiałe i akceptowane przez naród.
            Jest tutaj pewien problem, którego chyba politycy w Polsce nie dostrzegają. Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że dla wielu z nas, jeśli reformy są inicjatywą partyjną, to mogą być odrzucone tylko z tego jednego powodu. Dla wielu z nas partia, to ciągle twór niepolski, żeby nie powiedzieć antypolski. Mamy jeszcze w pamięci PZPR, ZSL i SD. Mamy również na świeżo w pamięci PO, PSL, SLD i RP. I na słowo partia krzywią się nie tylko usta, ale i rozum i wolna wola.
            Dlatego wydaje mi się, że skuteczna koncepcja reformy Polski musi być oparta na siłach nie-partyjnych. Takim wariantem są np. rządy prezydenckie. Dla mnie ministrem kultury może być nawet człowiek z SLD, jeśli będzie realizował interes państwa i narodu polskiego w tym zakresie. I nawet gdyby u władzy była inna partia, to, dlaczego mielibyśmy zmieniać tego ministra z SLD, skoro on jest najlepszym ministrem kultury w Polsce i lepszego nie ma.
            Ale, weźmy pod uwagę i inny punkt widzenia. Czy poza wszystkimi partiami politycznymi i ich poplecznikami, nie ma już w narodzie polskim człowieka, który będzie ministrem kultury lepszym od każdego kandydata z grona partyjnego?
            Te dylematy rozwiązuje właśnie system rządów prezydenckich, kiedy prezydent Rzeczypospolitej powołuje rząd, czyli premiera i ministrów, z narodu, a nie z grona partyjnych kandydatów. Taki rząd, jak mi się wydaje będzie w stanie dokonać niezbędnych reform w kraju, oczywiście pod warunkami, o których pisałem wcześniej. A,  więc pod warunkiem, że reformy te będą przedstawione narodowi i zaakceptowane przez naród, oczywiście, przez większość narodu.
            I to jest lekcja, jaką dla mnie stanowiło to spotkanie. Jeśli to wszystko zawarte jest w prezentowanej na tym spotkaniu książce, to przepraszam, i proszę wymazać ten mój tekst ze swojej pamięci.

No comments:

Post a Comment