Friday, 31 July 2015

Po co chodzę do kościoła?



To pytanie może się wydać komuś dziwne, niepotrzebne lub oczywiste. Chodzimy, żeby się modlić we wspólnocie wiernych. To jasne i zrozumiałe. Ale, co jeszcze? I właśnie ja chciałem się zająć tym ‘co jeszcze’.
            Ważnym elementem niedzielnej Mszy św. są kazania, czy homilie. Dość często na pytanie – o czym było dzisiejsze kazanie, nie potrafimy powiedzieć zbyt wiele. Podobało mi się lub nie podobało, nie pamiętam dokładnie o czym było, zaraz muszę sobie przypomnieć o czym to było.
            Nie zawsze jest to tylko nasza wina. Czasem księdzu się śpieszy, aby wszystko powiedzieć, czy odczytać. Czasem brakuje talentu, czy wysiłku, aby tak głosić kazanie, żeby dotarło, chociaż kilka myśli nawet do tych, co myślami są gdzieś poza kościołem.
            A przecież mamy Biuletyn parafialny, w którym można by publikować treść niedzielnego kazania. Jeśli się nie mieści w wersji papierowej, to mamy już komputery, internet i strony internetowe. Tam miejsca jest dość. Namawiałbym, aby jednak znaleźć miejsce w wersji papierowej biuletynu, bo nie wszyscy mają już komputery. A biuletyn można wziąć ze sobą na spacer do parku i tam w cieniu na ławce raz jeszcze zapoznać się z tym co zawierało niedzielne kazanie.

            Ja chodzę jeszcze do kościoła po to, aby sobie pośpiewać. I tutaj czasami napotykam problemy. Np. w procesji Bożego Ciała obserwuję, że przeciętnie znamy 1 lub 2 zwrotki każdej pieśni, a resztę zwrotek śpiewają tylko ci, co są blisko osoby z mikrofonem. A przecież można by opracować właśnie z myślą o procesjach Bożego Ciała specjalny zestaw pieśni eucharystycznych i powielić odpowiednią ilość kopii, które po procesji można zebrać, aby były na następny rok. Szczególnie mizernie wypada śpiew Te Deum laudamus (Ciebie Boga wysławiamy) na zakończenie procesji. Myślę, że jest to spowodowane także tym, że coraz rzadkiej śpiewamy ten hymn w naszych kościołach.
            Miałem to szczęście, że w moim dzieciństwie nauczyłem się śpiewać wielu tradycyjnych pieśni kościelnych, pieśni, które miały i rym i rytm i łatwą melodię i łatwe do zapamiętania słowa. Czego nie nauczyłem się w kościele, tego douczyłem się w domu, bo matka nasza często śpiewała w domu wszystkie te pieśni. Dzisiaj obserwuję pewną modę na śpiewanie w kościołach pieśni, nowych, nazwałbym je nawet nowoczesnymi. Z mądrymi tekstami, trudnymi często do zapamiętania, może nawet nie zawsze zrozumiałymi dla każdego. A kiedy jeszcze brakuje w nich rymu i łatwej melodii, to wychodzę z kościoła nienasycony. W domu też już nikt nie śpiewa ani tych dawnych ani tym bardziej tych nowoczesnych pieśni.
            Myślę, że warto poważnie pomyśleć nad tym, co my możemy zabierać ze sobą do domu wychodząc z kościoła. Bo jeśli nic nie wynosimy, to straszne. Wtedy nasze obcowanie z Bogiem poza kościołem przez cały tydzień aż do następnej niedzieli mizernieje, więdnie.
            Chciałbym zabierać ze sobą do domu także słowa modlitwy, dlatego oburza mnie, że zaczyna forsować się zupełnie bezmyślnie powrót do łaciny w kościołach polskich. Z tego, co słyszałem, to Pan Bóg rozumie doskonale język polski, Matka Boża podobno też. A Polacy nie tylko, że nie znają łaciny, ale i nie potrafią i będą potrafić nigdy tak pięknie się modlić, jak to robili, robią i powinni dalej robić w języku polskim.
Owszem alumni w seminarium, czy później księża na studiach mogą a nawet i powinni uczyć się łaciny ze względu na historyczne potrzeby znajomości języka łacińskiego. Zresztą pewnie też nie wszyscy. Natomiast dokonując uzasadnionych a może i koniecznych nawrotów do zaniedbanych, czy poniechanych rozwiązań uświęconych wielowiekową tradycją liturgiczną, nie popełniajmy tego błędu i nie eliminujmy języka polskiego z modlitwy Polaków.
Mam jeszcze jedną prośbę do niektórych organistów, czy może artystów, wirtuozów pracujących za organistów. Zadaniem organistów jest m.in. pomóc wiernym w śpiewaniu, nauczyć ich śpiewania, pokierować tym śpiewem, ale nigdy nie przeszkadzać, nie zniechęcać do śpiewania, więc i nie popisywać się swoimi śpiewaczymi talentami, poza miejscami czasem do tego wyznaczonymi.

1 comment:

  1. Jeśli Emanuel śpiewa tak jak myśli ,to trzymajcie się z daleka.

    ReplyDelete