Thursday, 15 September 2016

P. Dr Józef Krop (1 z 6)



Ludzie nie umierają,
tylko popełniają powolne
samobójstwo”
Seneka

„Jeśli boli cię noga,
to nie szukaj wspaniałego bandaża,
aby ją owinąć.
Nie szukaj drogich lekarstw, maści itp.
Nie szukaj też najlepszego na świecie szpitala,
wyposażonego w najlepszy sprzęt medyczny.
I nie zgódź się na amputację nogi.
Usuń najpierw gwóźdź, który masz w bucie”
Dr Józef Krop

Zamiarem moim jest przedstawienie postaci wielkiego bojownika o naturalną medycynę w Kanadzie, p. dr. Józefa Kropa, lekarza z Polski, wybitnego specjalistę medycyny środowiskowej i prewencyjnej.
Zrobię to z jego pomocą, bo sam bym tego nie potrafił. Miałem to szczęście i zaszczyt poznać bliżej p. dr. Kropa i w pewnym sensie nawet z nim współpracować, organizując w Centrum Jana Pawła II w Mississauga cykl spotkań p.t. „by ZDROWYM być”.
Zbierałem w tym czasie materiały do mojego e-booka pod tym samym tytułem. Kiedy ukończyłem tę pracę poprosiłem nieśmiało p. dr. Kropa, żeby zechciał rzucić na to okiem, wiedząc dobrze, że nie ma on na nic czasu, bo był to właśnie okres nie tyle jego walki o medycynę naturalną, co raczej walki z nim, aby uniemożliwić mu praktykę lekarską w Kanadzie i, aby tym sposobem zniechęcić innych lekarzy w Kanadzie do praktykowania medycyny środowiskowej i prewencyjnej.
Dzięki Bogu udało mi się wcisnąć mu do rąk mój nieco gruby maszynopis i z nadzieją czekać na jego opinię. Radość moja była wielka, kiedy mogłem na kilku spotkaniach z nim wysłuchać jego uwag nie tylko na temat mojego e-booka, ale także dowiedzieć się więcej o nim samym, o medycynie środowiskowej, o medycznej mafii i o toczącej się walce.
P. dr Krop zgodził się także, aby większe fragmenty naszych rozmów wykorzystać, jako przedmowę do mojego e-booka. Teraz właśnie skorzystam z tych rozmów, aby przybliżyć postać tego wybitnego lekarza i nie mniej wybitnego bojownika, którego medyczna mafia w Kanadzie zwalczała przez wiele lat.
Ale dzisiaj wydaje mi się, że nie to jest najważniejsze.
Dzisiaj w Polsce reformowany jest tzw. system zdrowia. Moim skromnym zdaniem, gdyby tak p. dr Józef Krop zechciał swoim przebogatym doświadczeniem, swoją wiedzą i swoimi talentami pomóc w reorganizacji tzw. systemu zdrowia w Polsce w rzeczywisty, zdrowy system zdrowia, a ministerstwo zdrowia zechciało skorzystać z jego współpracy, to zapewne moglibyśmy w Polsce doczekać się systemu zdrowia, który za swoje główne, chociaż nie jedyne zadanie, miałby troskę o zdrowie człowieka a nie tylko o jego choroby.
Pozwalam sobie przytoczyć niemalże w całości rozmowy z p. dr. Józefem Kropem, które złożyły się na przedmowę do mojego e-booka p.t. „by ZDROWYM być”.


 – Panie Doktorze, może na początek powie Pan kilka słów o sobie. Przyznać muszę, że mało Pana znam. Główne informacje o Panu mamy z czasopisma „alive”.
            To wcale nie najgorsze źródło informacji macie Państwo. Cóż ja mogę do tego jeszcze dodać?
            – Wiemy już trochę o Pana ‘kłopotach’, a czytelnicy znajdą w mojej książce trochę informacji w ‘sprawie Dr. Kropa’. Co Pan mógłby do tego jeszcze dodać?
            Oh, to długa historia, ale spróbuję krótko opisać, jak i kiedy się to zaczęło, no i dlaczego.
Może najpierw kilka słów o sobie?

            Urodziłem się w Cieszynie a studia medyczne ukończyłem w r. 1968 na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Przez kilka lat pracowałem w Instytucie Pediatrii w Krakowie, gdzie uzyskałem 1 stopień specjalizacji w zakresie pediatrii. W roku 1972 przyjechałem do Kanady.  Tutaj nastąpiły zasadnicze zmiany w moim rozumieniu medycyny i roli lekarza. Najpierw dr Abram Hoffer z Saskatoon zwrócił moją uwagę na rolę pożywienia a szczególnie witamin i minerałów w leczeniu i zapobieganiu chorobom. Byłem kompletnie zaskoczony tym, że on przywracał zdrowie ludziom psychicznie chorym poprzez zmianę diety, poprzez suplementy.
Kiedy przeniosłem się do Winnipegu, miałem okazję pogłębić swoją wiedzę w tym zakresie, m.in. analizując stan zdrowia plemion indiańskich i relacje pomiędzy ich dietą a często występującymi chorobami wśród dzieci indiańskich. Wielu z nich było chorych na gruźlicę, miało anemię i biegunki. A przede wszystkim były one bardzo mało odporne. Okazało się, że przyczyną tego stanu rzeczy były niedobory odpowiednich witamin i minerałów. Ta praca dała mi wielką satysfakcję.
Kiedy w 1977 roku zamieszkałem w Toronto, starałem się od samego początku stosować zdobytą wiedzę. W tym czasie poznałem jeszcze jednego wielkiego lekarza, dr. Johna Maclennana z Hamilton, który skierował moją uwagę na nowy dział medycyny, zwany wówczas kliniczną ekologią (ang. clinical ecology), a obecnie zwany medycyną środowiskową (ang. environmental medicine). Można przyjąć, że medycyną środowiskową zacząłem się zajmować od 1979 roku.
Dzięki dr. Maclennan poznałem m.in. twórcę, ojca medycyny środowiskowej, dr. Therona Randolpha.
– Czy odbył Pan systematyczne studia w zakresie medycyny środowiskowej?
– O tak, musiałem zaliczyć wszystkie kursy: na poziomie podstawowym, średnim i zaawansowanym. Musiałem odbyć staż, w tym także krótki staż u dr. Randolpha i na koniec musiałem zdać wymagane egzaminy. Dzięki temu zostałem członkiem Amerykańskiej Akademii Medycyny Środowiskowej (AAEM). Uczestniczyłem potem w wielu międzynarodowych zjazdach, konferencjach, no i prowadziłem prywatną praktykę lekarską, w której starałem się stosować te wszystkie metody i środki, które poznawałem.
            – Czy może Pan krótko opisać, na czym polega medycyna środowiskowa i co ją różni od medycyny nienaturalnej?
- W medycynie środowiskowej główny nacisk kładzie się na poszukiwanie, wspólnie z pacjentem, związku pomiędzy objawami choroby, czy dolegliwościami, które odczuwa pacjent, a środowiskiem, w którym on żyje. Tym środowiskiem będzie dom, szkoła, miejsce pracy. Analizujemy również historię choroby, czy nawet pewne wydarzenia w życiu pacjenta, aby ewentualnie uchwycić moment kiedy choroba mogła się zacząć. Staramy się określić w jakich warunkach nasilają się pewne objawy czy bóle. Kiedy i w jakich warunkach np. pojawia się ból głowy, czy wysypka na twarzy. I tą drogą staramy się ustalić, jakie mogły być przyczyny tych objawów. To mogą być chemikalia, najróżniejsze, to mogą być pleśnie. Ale to może być bardzo często pożywienie, woda czy powietrze, którym oddychamy. Wreszcie, to mogą być pestycydy. 
            Może posłużymy się jakimś przykładem?
Dam Panu taki przykład. Pacjent narzeka na częste bóle głowy. Pytam go więc, kiedy najczęściej pojawiają się u niego te bóle. Nie potrafi mi od razu powiedzieć. Twierdzi, że zawsze jak wraca do domu z pracy. Po pewnym czasie dochodzi jednak do wniosku, że najbardziej go boli głowa, gdy idzie do piwnicy. Zadaję mu dalsze pytania i okazuje się, że piwnica jego była kilka razy zalana wodą. Podejrzewam, że tam są pleśnie w tej piwnicy. Robię odpowiednie testy i rzeczywiście dochodzimy do wniosku, że to jest główna przyczyna jego dolegliwości.
Ale w piwnicy mogą być jeszcze inne substancje trujące, gaz, chemikalia itd. To wszystko musimy przeanalizować, aby znaleźć prawdziwą przyczynę dolegliwości pacjenta. Mamy bardzo starannie opracowane zestawy pytań, aby dowiedzieć się od pacjenta możliwie jak najwięcej i potem w oparciu o te informacje stawiać i weryfikować kolejne hipotezy.
– Czy Pan udaje się też z wizytą do domu pacjenta, aby rozstrzygnąć różne hipotezy?
– Osobiście nie, chociaż jestem w stanie zlecić, odpowiednio wykwalifikowanej osobie, zbadanie domu pacjenta, aby zdobyć więcej informacji. Ponadto, poprzez odpowiednie testy, które przeprowadzamy w moim laboratorium, weryfikujemy nasze hipotezy.
– Jeśli wreszcie uda się Panu znaleźć przyczyny danych dolegliwości, co się dzieje dalej z pacjentem?
– Bardzo wiele, naprawdę bardzo dużo zależy od pacjenta. To pacjent, nie lekarz, musi usunąć te przyczyny ze swojego środowiska. Jeśli przyczyną dolegliwości jest np. pożywienie, wtedy podajemy odpowiednie rady, zalecenia jak zmienić dietę. To znowu zależy od pacjenta, jak on to zrealizuje. W ramach naszego programu działania mamy także odpowiednie spotkania, szkolenia dla pacjentów, aby zdawali sobie lepiej sprawę z potencjalnych zagrożeń i aby umieli się im przeciwstawić, a najlepiej jest je usunąć.
Tak, że nawet, jeśli nie uda się nam znaleźć przyczyny danej dolegliwości, to i tak jesteśmy w stanie pacjentowi dużo pomóc, zwracając uwagę na zagrożenia w środowisku, sugerując zmiany diety, odpowiednie suplementy, czy bardziej specjalistyczne badania. Bardzo ważne jest w medycynie środowiskowej, aby pacjent współpracował z lekarzem w przeprowadzaniu odpowiednich zmian, korekt w swoim środowisku i w swoim stylu życia. To jest stricte prewencja. A jeśli usuniemy przyczyny dolegliwości, to i dolegliwości powinny ustąpić po jakimś czasie.
– Co jeszcze oferuje Pan swoim pacjentom?
– Bardzo ważnym elementem całego procesu leczenia jest oczyszczenie organizmu z toksyn, które już się w nim znajdują i wzmocnienie systemu odpornościowego organizmu, poprzez odpowiednie suplementy i zmiany w stylu życia pacjenta. Tutaj też stosujemy różne metody odczulania, saunę, i ewentualnie dalsze badania, bardziej szczegółowe. I to jest znowu prewencja. Organizm oczyszczony i wzmocniony będzie odporniejszy na różne zagrożenia, które pojawią się w przyszłości.  
– A gdzie są lekarstwa, antybiotyki, recepty itp.?
Pytał Pan, jaka jest różnica pomiędzy medycyną środowiskową a medycyną nienaturalną. Myślę, że teraz to chyba widać już gołym okiem te różnice. Powiem krótko, najpierw szukamy przyczyn choroby i sposobów ich usuwania, łączymy objawy z przyczynami, a nie szukamy farmaceutyków, aby szybko usunąć objawy choroby. To jest chyba zasadnicza i najważniejsza różnica. A lekarstwa i recepty, a nawet skierowania na operacje też stosujemy, ale tylko wtedy, gdy jest to konieczne.
Nigdy jednak nie są to pierwsze, a tym bardziej jedyne środki pomocy pacjentowi.
 Farmaceutyki działają na zasadzie zablokowania, wyniszczenia czegoś, a więc wcześniej czy później ujawnią się w organizmie chorego ich szkodliwe skutki. Tylko, u jednego pacjenta będzie to widoczne od razu, a u innego, dopiero po pewnym czasie.    
– A więc za to właśnie karze się lekarzy zajmujących się medycyną naturalną, że nie łączą objawów z farmaceutykami, tylko łączą objawy z przyczynami?
 To może zbyt duże uproszczenie. Ale jest w tym dużo prawdy. Medycyna nienaturalna nie uwzględnia, można nawet powiedzieć, ignoruje, czy nie docenia, wpływu środowiska na zdrowie pacjenta. To jest jeszcze jedna ważna różnica.
– W tym momencie zauważyłem jeszcze jedną bardzo ważną różnicę. Medycyna nienaturalna zadawala się w zasadzie, znalezieniem farmaceutyka usuwającego głównie symptomy choroby. Natomiast medycyna środowiskowa, szuka najpierw przyczyny choroby, aby ją usunąć. Ale jednocześnie, proces leczenia od samego początku ma charakter prewencyjny, bo usuwając przyczynę dolegliwości, likwidujemy, bądź ograniczamy jej wpływ na zdrowie pacjenta w przyszłości. A detoksyfikacja organizmu i wzmacnianie go poprzez suplementy i zmiany w stylu życia, to są również elementy prewencyjne.
Jest to bardzo trafne spostrzeżenie. Prewencja jest rzeczywiście naturalnym elementem medycyny środowiskowej. Albo mówiąc inaczej, z natury swej, medycyna środowiskowa jest prewencyjna. A to oznacza, że my, nie tylko staramy się usuwać przyczyny i leczyć dolegliwości pacjentów, ale jednocześnie oddziaływujemy na przyszłość, nawet na zdrowie przyszłych generacji. To jest szczególnie widoczne na przykładzie kobiety-matki.
– Domyślam się, że do Pana pacjenci nie wracają na ogół z tą samą chorobą po pewnym czasie. Natomiast sam kilka razy do roku musiałem chodzić do swojego lekarza po kolejny antybiotyk, kiedy byłem przeziębiony, czy zagrypiony, i kiedy jeszcze mało wiedziałem o medycynie naturalnej.
Tak, to prawda. Bo pacjenci, którzy ściśle współpracują ze mną by ZDROWYM być, po przebytej kuracji, są ogólnie zdrowsi, bardziej odporni i skutkiem tego mniej podatni na tą i inne choroby też. A ponadto żyją już w zdrowszym środowisku.

Następny: http://www.eczyzo.com/2016/09/p-dr-jozef-krop-2-z-6.html

No comments:

Post a Comment