Friday, 16 September 2016

P. Dr Józef Krop (2 z 6)



“ ludzie nie umierają,
tylko popełniają powolne
samobójstwo”
Seneka

„Jeśli boli cię noga,
to nie szukaj wspaniałego bandaża,
aby ją owinąć.
Nie szukaj drogich lekarstw, maści itp.
Nie szukaj też najlepszego na świecie szpitala,
wyposażonego w najlepszy sprzęt medyczny.
I nie zgódź się na amputację nogi.
Usuń najpierw gwóźdź, który masz w bucie”
Dr Józef Krop

– Pana kłopoty nie zaczęły się od samego początku kariery lekarskiej?
            Tak, w miarę spokojnie pracowałem prawie przez 10 lat, a nawet dłużej do 1994. Dopiero w 1989 roku zaczęto się mną ‘interesować’. A w stan oskarżenia postawiono mnie w roku 1994. I to, nie wchodząc w szczegóły, zaplanowano tak, że w 2 miesiące potem miano mnie pozbawić licencji, a tym samym odebrać mi prawo prowadzenia praktyki lekarskiej, podobnie jak to zrobiono z kilkoma moim kolegami. Ale ja nie czekając na takie rozwiązanie, i znając już inne przypadki, podałem szybko do prasy, radia i telewizji całą tą sprawę. I dzięki temu sprawa zrobiła się głośna i nie można już było tego tak rozwiązać. Więc zaczęto ze mną postępować inaczej. Zamiast ‘planowanych’ 2 miesięcy trwało to kilka lat.
            – Jak to się zaczęło?

Ta historia jest niezwykła od samego początku. Zaczęło się właściwie od tego, że pewna moja pacjentka złożyła na mnie skargę do instytucji, która nazywa się College of Physicians and Surgeons of Ontario ( w skrócie CPSO). I to było powodem, że zaczęto się mną ‘interesować’. Ale w trakcie całego tego procesu, nigdy więcej nie pojawiła się już sprawa tej skargi. Nigdy więcej. Po prostu wykorzystano tą skargę tylko, jako pretekst. Jak to zostało ujawnione później w trakcie procesu, ta skarga ‘umożliwiła’ zainteresowanie się praktyką dr. Kropa. A potem już wszystko było tak ‘interesujące’, że zupełnie zapomniano o tej skardze. Ta pani właściwie napisała potem drugi list, w którym starała się wyjaśnić, że to nie było aż tak ważne, żeby robić z tego jakąś hecę.
Ale będąc zupełnie szczery, to ja naprawdę nie wiem, dlaczego się to wszystko zaczęło. Kto wie, może kiedyś po 20 latach wznowią ten proces, bo ktoś sobie przypomni, że skarga tej pani właściwie nie była jeszcze rozpatrzona. Dodam może w tym miejscu, że ja nie jestem żadnym cudotwórcą. Nie wszystkim moim pacjentom umiałem skutecznie pomóc. Ta pani jest jednym z przykładów. To mogła być moja wina, czy mój błąd, ale równie dobrze to mogła być wina tej pani, że nie stosowała się do moich zaleceń. Tego nie wiem. Tego nigdy nie jestem pewien. Myślę, że tej pani głównie chodziło jednak o zwrot pieniędzy, które jej oddałem. Bo gdyby jej chodziło o leczenie, to oczywiście powinna się była do mnie zgłosić, a nie do CPSO. Ale, jak powiedziałem, to wszystko było wygodnym pretekstem do tego, aby się’ zająć’ dr. Kropem. I tak się te problemy zaczęły i ciągną do dnia dzisiejszego.
            – Kiedy rozpoczęła się ta sprawa na dobre?      
– W roku 1991 wyznaczono jednego z lekarzy do zbadania mojej praktyki lekarskiej. Nie zgodziliśmy się z moim adwokatem na tą osobę, bo był to człowiek osobiście mi przeciwny. Drugi kandydat był jeszcze gorszy od pierwszego. Wreszcie, kiedy wyznaczono nam trzeciego kandydata, mój adwokat zdecydował, że musimy się wreszcie zgodzić, bo nie możemy odrzucać wszystkich kandydatów. Co było robić, zgodziliśmy się. Teraz z perspektywy czasu uważam, że to był duży błąd z naszej strony. Ten człowiek przyszedł któregoś dnia do mojego gabinetu, przeprowadził ze mną wywiad, zabrał 29 kart z historią choroby moich pacjentów i opracował raport w tej sprawie. Drugi raport, który posiadało CPSO w mojej sprawie, powstał w ten sposób, że druga osoba przeczytała ten raport i zgodziła się z jego treścią. W ten sposób CPSO posiadało, ich zdaniem, dwa ‘niezależne’ raporty.
– Czy wśród tych 29 kart znajdowała się również karta tej pacjentki, która złożyła na Pana skargę w roku 1989?
Nie, nie było tam karty tej pacjentki.
– To znaczy, że wśród 6 kart spośród tych 29, które ostatecznie włączone zostały do akt sprawy, również nie było karty tej pacjentki?
– No tak, oczywiście, że nie było. Ta pacjentka już nie była im potrzebna.
– Jak potoczyły się dalej losy tej sprawy?
– Okazało się, że ten lekarz, który przeprowadził ze mną wywiad był alkoholikiem, i kiedy to wyszło na jaw, wtedy ta pani, która ‘opracowała’ ten drugi raport, wycofała się ze sprawy. Powiedziała, że ona nie będzie więcej występować w tym procesie. Wtedy CPSO wycofało również tą pierwszą osobę i powołało 3 nowych ekspertów. W międzyczasie ja już zdążyłem opracować odpowiedź na tamten raport, pracując z moim adwokatem dzień i noc. Tamten raport zawierał 49 stron, moja odpowiedź na ten raport zawierała 500 stron. Teraz to moje opracowanie okazało się nieużyteczne, bo ci trzej nowi eksperci opracowali nowy raport, pod którym podpisali się wszyscy trzej. A więc, ja musiałem na nowo opracowywać swoją odpowiedź na ten nowy raport. Chociaż, i to jest następna ‘ciekawostka’ w tej sprawie, oskarżenie sformułowane przeciwko mnie było ciągle oparte na raporcie pierwszego inspektora.
            – Czy ci panowie też z Panem rozmawiali?
            Nie, żaden z nich już ze mną nie rozmawiał. Powiem coś więcej. Tacy eksperci powinni być specjalistami w dziedzinie medycyny środowiskowej, żeby mogli uczciwie ocenić moje metody. Tymczasem ci lekarze nie tylko, że nie znali się na medycynie środowiskowej, ale wręcz manifestacyjnie przyznawali się do tego, że są jej przeciwnikami, a może nawet wrogami. I właśnie ci lekarze mieli zadecydować o tym, że moje metody leczenia i diagnozowania nie posiadają podstaw naukowych. Podkreślam to bardzo mocno, że oni w zasadzie, nie mieli sprawdzić, jakie są moje metody leczenia, ale raczej zadecydować, że moje metody nie mają podstaw naukowych.
            – A więc to już był zamach na całą medycynę środowiskową?
            No tak, jak Pan widzi tutaj dzieją się rzeczy niesamowite.
            – A czy Pan miał jakichś ekspertów po swojej stronie?
– Tak oczywiście. Ja miałem chyba 9 ekspertów. Jednym z moich ekspertów był profesor z Uniwersytetu Stanforda. Drugim był profesor z Uniwersytetu Johna Hopkinsa. Trzecim był profesor z Uniwersytetu w Saskatoon. I czwartym był profesor z Uniwersytetu Dalhousie w Halifax. To byli wybitni specjaliści naukowcy. Oprócz nich miałem kilku lekarzy praktykujących medycynę środowiskową. I niech Pan teraz uważnie słucha.
Ich opinie nie zostały w ogóle wzięte pod uwagę.
Owszem wysłuchano ich, jako moich świadków w tej rozprawie. Niektórzy z nich spędzili po kilka godzin na przesłuchaniach. A jeden profesor był przesłuchiwany przez cały dzień. Ale tylko wzięto pod uwagę opinie 3 ekspertów ze strony CPSO, którzy się na medycynie środowiskowej nie znali zupełnie! Opinie moich ekspertów zostały całkowicie zignorowane. Przedstawiłem nawet literaturę, podręczniki medyczne, w których m.in. była mowa o medycynie środowiskowej. To również zignorowano!
To niestety jeszcze nie wszystko. Kopie tych dokumentów moich pacjentów, które były włączone do akt mojej sprawy, przesłałem do American Academy of Environmental Medicine (AAEM) z prośbą o ich merytoryczną ocenę. I otrzymałem taką ocenę. Bardzo pochlebną dla mnie. Ta 23-stronicowa opinia opracowana przez AAEM była także przedstawiona pod rozwagę CPSO.
I ta opinia również została przez moich ‘sędziów’ zignorowana! Jak nazwać takie traktowanie lekarza? Po prostu brak mi słów. 
– To trzeba być człowiekiem z marmuru, czy z żelaza, żeby to wszystko wytrzymać i znosić te upokorzenia przez tyle lat?
– To chyba nawet za mało. Marmur i żelazo tu nie wystarczy. Tu trzeba było mieć świadomość, że sprawa toczy się o wielką stawkę i, że ja nie jestem sam. Tak naprawdę tym procesem chciano zamknąć drogę pacjentom i lekarzom do medycyny środowiskowej, czy mówiąc ogólniej, do medycyny naturalnej.
– Jest jeszcze jedna ‘drobna’ sprawa, o której jakby zapomniano w tym procesie.
– Oo, niestety nie tylko jedna. Dodam tylko, aby tamten wątek zamknąć, że wszystkie dokumenty, na podstawie, których zaczęto ten cały haniebny proces, pewnego dnia zostały zlikwidowane, pocięte na kawałki i wyrzucone. To jest po prostu bezprawie.
Co więcej, oficjalny oskarżyciel z ramienia CPSO, po przeanalizowaniu wszystkich akt włączonych do sprawy, doszedł do wniosku, że właściwie brak było podstaw prawnych do wszczęcia przeciwko mnie tego procesu. Co się stało dalej?
Wkrótce potem został on zwolniony i jego miejsce zajął prawnik, który zapewniał CPSO, że zrobi wszystko, aby można było odebrać mi licencję lekarską.
Jest takie stare, mądre powiedzenie, że jak się chce uderzyć psa, to kij się zawsze znajdzie.
Ale wracajmy do spraw bardziej merytorycznych. Bo tu jest jeszcze wiele ciekawych spraw do omówienia.
Przede wszystkim nie wzięto w ogóle pod uwagę tego, że metody stosowane przeze mnie były skuteczne. Po pierwsze, nie zaszkodziły moim pacjentom, a po drugie przyniosły im istotną poprawę zdrowia. To nie interesowało moich ‘sędziów’ w ogóle.
Nie będę opisywał tych zmagań z CPSO w szczegółach, bo to naprawdę długa historia. Jak ktoś ma dostęp do internetu, to może tam znaleźć więcej szczegółów przeglądając mój website: www.jkropmd.com. Dodam tylko, że w trakcie trwania mojego procesu, CPSO wycofało licencję lekarską tej osobie, która opracowała ten pierwszy raport.
Może dodam jeden przykład, który jeszcze wyraźniej pokazuje, że ten cały proces, to była igraszka z lekarza, z człowieka, z prawa też.  
            – Może Pan jeszcze powie krótko o tym tzw. ‘Raporcie Walkera’.
            Tak, właśnie o tym chciałem mówić. Kiedy mi postawiono zarzuty, że moje metody nie są na poziomie, że są poniżej standardu, wtedy mój adwokat oczywiście zapytał, czy CPSO posiada taki standard. Odpowiedziano nam, że nie.
Wtedy zapytał, czy może Ministerstwo Zdrowia posiada taki standard. Też odpowiedziano nam, że nie.
Dopiero w roku 1997 opracowano na prędce tzw. ‘The Walker Report’, który ma właśnie stanowić coś w rodzaju standardu lekarskiego dla medycyny naturalnej. A w praktyce jest to narzędzie, przy pomocy którego CPSO będzie teraz karać, bądź straszyć lekarzy, jeśli nie będą się ich słuchać. Dodam tylko, że w Komitecie, który opracowywał ten Raport, nie było żadnego przedstawiciela z medycyny naturalnej.
            – Czyli Pan jest pierwszym lekarzem, który został ukarany na podstawie tego Raportu?
            Nie, to nie jest tak. Dlatego, że jak się wczytać w mój werdykt, to wynika z niego, że ja nie zostałem ukarany. Ja dostałem reprymendę z wpisaniem do akt za to, że nie słuchałem się CPSO. I zostałem pouczony jak mam postępować w przyszłości. Ale nie zostałem ukarany. Mogę nadal stosować swoje metody leczenia i diagnozowania, tylko, mówiąc wprost, najpierw muszę poinformować swoich pacjentów, że ich naukowe metody są ‘lepsze’, zdaniem CPSO, chociaż moi pacjenci, na ogół je znają i znają ich skuteczność.
To, jak Pan widzi, przestaje być śmieszne, to już nie jest igraszka z lekarza, to już nie jest tylko znęcanie się nad lekarzem, to jest po prostu łamanie prawa. I tak trzeba na tą całą hecę z dr. Kropem patrzeć.
            Czy po tych wszystkich doświadczeniach wydaje się Panu, że ta instytucja pod nazwą CPSO ma rację bytu, czy jest w ogóle potrzebna?
            Tak, myślę, że tak. To jest potrzebna instytucja, szczególnie dla pacjentów. Ale musi mieć jasno określone i prawidłowe cele działania, a przede wszystkim musi działać zgodnie z prawem. Jest to instytucja, która wymaga pełnego zreformowania. Nie może ona robić tylko tego, co się jej szefom podoba. Nie może być, oskarżycielem i sądem, i obrońcą zarazem. To jest absurd i sposobność do nadużywania władzy. Jeśli już ta instytucja musi istnieć, aby np. ochraniać pacjenta przed nieuczciwymi lekarzami, to musi być to robione zgodnie z prawem, a nie wbrew prawu i zdrowemu rozsądkowi. Ta instytucja nie może negować metod i środków leczenia, które są skuteczne i nie szkodzą pacjentom. Bo wtedy gwałci podstawowe prawa człowieka do wyboru lekarza i metod leczenia, i stanowi zagrożenie dla społeczeństwa.
            – Zatrzymajmy się na chwilę. Ja patrzę na tą całą sprawę tak. Gdyby przeciwko dr. Krop występowali pacjenci, którym on, zamiast pomóc, zaszkodził, to sprawa jest zrozumiała i czysta. To jest pierwszy poziom. Zejdźmy teraz na poziom niżej. Gdyby przeciwko dr. Krop wystąpili lekarze – specjaliści medycyny środowiskowej, bo np. wydaje im się, że metody dr. Kropa są nienaukowe, i być może są szkodliwe czy niebezpieczne dla zdrowia pacjentów, to to również można zrozumieć. Nawet powiem jeszcze więcej. Gdyby do CPSO wpłynęła oficjalna skarga-petycja lekarzy innych specjalności, że wydaje im się, że dr. Krop stosuje niewłaściwe metody leczenia, to to też jeszcze można zrozumieć. Ale sprawy zeszły jeszcze jeden poziom niżej. A mianowicie, przeciwko dr. Krop nie wystąpili, ani jego pacjenci, ani lekarze medycyny środowiskowej, ani nawet formalnie lekarze innych specjalności, natomiast przeciwko dr. Krop wystąpiła instytucja, CPSO. A to już budzi wiele wątpliwości i podejrzeń.
            Tak, ta sprawa zeszła, jeśli tak można powiedzieć, poniżej wszelkiego poziomu. Nic mi nie wiadomo o tym, aby do CPSO wpłynęła jakaś oficjalna skarga na mnie od kolegów lekarzy.

Następny: http://www.eczyzo.com/2016/09/p-dr-jozef-krop-3-z-6.html

No comments:

Post a Comment