Sunday, 18 September 2016

P. Dr Józef Krop (4 z 6)



“ ludzie nie umierają,
tylko popełniają powolne
samobójstwo”
Seneka

„Jeśli boli cię noga,
to nie szukaj wspaniałego bandaża,
aby ją owinąć.
Nie szukaj drogich lekarstw, maści itp.
Nie szukaj też najlepszego na świecie szpitala,
wyposażonego w najlepszy sprzęt medyczny.
I nie zgódź się na amputację nogi.
Usuń najpierw gwóźdź, który masz w bucie”
Dr Józef Krop
Jeśli młody człowiek chce zostać ‘naturalnym lekarzem’, to jaką drogą może dojść do tego celu?
            Jeśli ma Pan na myśli studia w zakresie medycyny naturalnej, to takich studiów, o ile wiem, jeszcze nie ma. Droga do medycyny naturalnej prowadzi poprzez zwykłe studia medyczne. I dopiero po zakończeniu tych studiów można starać się, że tak powiem, na własną rękę sposobić się w medycynie naturalnej, np. poprzez kontakt z lekarzami, którzy takie metody już stosują.
– A jeśli lekarz, po studiach medycznych, z tytułem MD, chciałby zająć się medycyną środowiskową, to jak to może zrobić?

– Może szukać w internecie kursów dotyczących medycyny środowiskowej, może skontaktować się z lekarzem, który uprawia medycynę środowiskową, może wreszcie nawiązać kontakt z American Academy of Environmental Medicine, tak jak ja to zrobiłem. Oni prowadzą w ciągu roku 2 razy takie serie kursów, na których kształci się około 100 lekarzy rocznie. Podobne możliwości są w Anglii, Australii i Nowej Zelandii. W oficjalnych informatorach o studiach medycznych nie znajdzie Pan informacji o specjalizacji w zakresie medycyny naturalnej, czy środowiskowej. Co więcej, do studentów I roku studiów medycznych przychodzi prawnik i dość jednoznacznie odradza im zainteresowania w kierunku medycyny naturalnej, jeśli nie chcą w przyszłości mieć problemów z prawem.
Jaką lekturę może Pan zaproponować tym osobom, które zechciałyby dowiedzieć się nieco więcej o medycynie środowiskowej?
– Jest już wiele publikacji na ten temat. Ja najchętniej polecam następującą wstępną lekturę:
An Alternative Approach to Allergies, Theron G. Randolph and Ralph W. Moss.
Coping with your Allergies, Natalie Golos and Frances Golos-Golbitz.
The Healthy House, John Bower.
The Impossible Child in School and at Home, Doris Rapp.
Chronic Fatigue Syndrome & The Yeast Connection, Wiliam G. Crook
Jest już także moja książka na ten temat p.t. Healing the Planet. A Primer in Environmental Medicine.
I wiele innych, a m.in. nawet prace samego Hipokratesa.
Chociaż przyjmuje się zgodnie, że ojcem współczesnej medycyny środowiskowej jest dr Theron Randolph, to wydaje mi się, że za ojca medycyny środowiskowej powinniśmy jednak uznać Hipokratesa.
– Czy nie ma Pan dość już tych ‘bojów’?
– Gdyby w tym procesie chodziło tylko o mnie, to może powiedział bym tak – trudno, nie przegrałem tej batalii, ale mam już tego dość i nie będę dalej walczył. Niestety tak postąpić nie mogę z wielu powodów. Po pierwsze, jestem teraz silniejszy i lepiej przygotowany do kontynuowania tej walki aż do pełnego zwycięstwa. Nie wiem czy Pan wie, że jeden z lekarzy, któremu odebrano licencję, odebrał sobie życie. I w dalszym procesie będzie go reprezentować jego żona. Bardzo wiele osób pomogło mi i pomaga dalej w tej batalii. Dzięki tym osobom zebrałem kwotę $900 000 i tylko dzięki temu mogłem prowadzić tą batalię. Muszę Panu powiedzieć, że wiele razy było już tak, że sprawa moja mogła upaść, bo nie było pieniędzy na jej prowadzenie. Ale zawsze jakoś tak się układało, że nagle ktoś nam pomógł i walczyliśmy dalej.
Jest Pan pierwszym, któremu wspomnę jeszcze o moich własnych stratach i kosztach; okres spędzony z adwokatem, zamykanie biura na czas rozpraw, konieczność przygotowania się do każdej rozprawy, a także konieczność odpoczynku i regeneracji sił po każdej rozprawie. To wszystko kosztowało mnie także w sensie finansowym. Moje zarobki w tym okresie spadły o 38%.
Ten proces to przede wszystkim, bardzo poważny zamach na medycynę naturalną i na wolność wyboru metod leczenia przez pacjentów, dlatego nie może się to wszystko ot tak sobie zakończyć bez wyraźnego końcowego rezultatu. Niech Pan pomyśli, co by się działo, gdybym ja ten cały proces przegrał lub poddał się. Blady strach padłby na wszystkich moich kolegów. Na pacjentów też. Ja muszę teraz walczyć aż do pełnego zwycięstwa. Nie dla swojej satysfakcji, ale dla całej naturalnej medycyny, dla moich kolegów lekarzy i dla pacjentów też.  
            – Jeśli można, niech Pan nam powie, jak wielka jest ta grupa ludzi, która Pana wspierała i nadal wspiera?
            To jest około 4000 osób. To jest i mało i dużo.
            – Jak wielu jest Polaków w tej grupie?
– Przykro mi, ale nie ma ich zbyt wielu.
            – Jaki Pan przewiduje finał tej całej batalii przeciwko......?
            Przepraszam, że przerwę, bo nie chciałbym, żeby Pan powiedział, że to jest batalia przeciwko mnie. Nie, absolutnie nie. Myślę, że trafnie to zostało opisane w Pana książce, to jest w rzeczywistości batalia przeciwko medycynie środowiskowej w szczególności, a szerzej patrząc, przeciwko naturalnej medycynie. Po tych wszystkich przejściach przygotowujemy aktualnie odwołanie od decyzji CPSO.  
            – Niech Pan mi powie, czy Pan jest wrogiem tej nienaturalnej, sztucznej medycyny, farmaceutyków i operacji chirurgicznych przy byle okazji?          
– Dobrze, że Pan zadał mi to pytanie, bo to bardzo ważne z wielu punktów widzenia. Chciałbym to podkreślić, że chociaż jestem ogromnym zwolennikiem medycyny naturalnej, a w szczególności medycyny środowiskowej, to nie uważam się za wroga farmacji, ani za wroga chirurgii. Niestety, chirurgia jest nam wszystkim potrzebna i farmaceutyki, pewne farmaceutyki, też są nam potrzebne. Ale jeżeli ktoś nam mówi, że farmaceutyki są najważniejsze, czy, że większość operacji jest niezbędna, to niestety z tym zgodzić się nie mogę. Owszem są czasem takie sytuacje, że operacja jest już niezbędna, ale dlaczego przedtem nic się nie robi, aby tej operacji uniknąć? Owszem, niektóre farmaceutyki, nawet antybiotyki, są nam potrzebne, ale dlaczego jednocześnie utrudnia się dostęp do ziół i naturalnych lekarstw?
W zeszłym roku opublikowano w Niemczech raport, w którym stwierdzono m.in., że 24000 lekarstw, które aktualnie były w sprzedaży, t.j. około 98% wszystkich dostępnych na rynku lekarstw, nie posiadają żadnego potwierdzenia, że mają własności lecznicze, czy że są skuteczne. A jednocześnie, utrudnia się dostęp do ziół i innych naturalnych leków, mówiąc z urzędową mocą, czytaj przemocą, że brak jest naukowych badań potwierdzających ich skuteczność. Chociaż często od wieków wiadomo, że nie szkodzą one zdrowiu człowieka, i że są skuteczne. A jednocześnie w tych samych Niemczech, umiera rocznie 8 000 ludzi na skutek tzw. efektów ubocznych niektórych lekarstw a 100 000 ludzi jest ciężko chorych z tego samego powodu.
To są te problemy, z którymi zgodzić się nie mogę i jako lekarz, i jako potencjalny pacjent. I zawsze będę protestował przeciwko temu, że tylko farmaceutyki, że tylko te, a nie inne metody leczenia są dobre, a wszystkie inne są złe, nienaukowe, bądź gorsze od innych. Niestety, a może raczej stety, dość często możemy wyleczyć ciężko chorą osobę, bez żadnego farmaceutyka i bez żadnej operacji, zmieniając tylko środowisko, w którym ta osoba żyje i jej styl życia.  
– Jak liczne jest grono lekarzy zajmujących się medycyną środowiskową?
– W skali światowej, to można powiedzieć tak. Wszystko zaczęło się najpierw rozwijać w Stanach Zjednoczonych. Jednocześnie chyba też w Anglii. W Anglii jest dość liczna grupa lekarzy zajmujących się tą medycyną. Również w Australii i w Nowej Zelandii ta medycyna się rozwija. W ostatnich latach w Niemczech też zaczęto się interesować tą medycyną. W USA jest zrzeszonych około 1000 lekarzy medycyny środowiskowej. Ale w praktyce lekarskiej jest ich dużo więcej, po prostu nie wszyscy są zrzeszeni. Kursy prowadzone przez AAEM ukończyło już prawie 5000 lekarzy.
Z tym, że muszę wyjaśnić, że ja mam na myśli specjalną szkołę medycyny środowiskowej, można powiedzieć szkołę amerykańską, której ojcem jest wspomniany już przeze mnie dr Randolph. On właśnie wprowadził do medycyny pojęcie uczulenie na chemikalia. Jego klasyczną już pracą jest książka p.t. “An Alternative Approach to Allergies”. On też swoje przeszedł, ale nas nauczył bardzo dużo. Również wspomniany przeze mnie dr Mclannan, też w swoim czasie dużo wycierpiał i był wyklęty przez CPSO pod koniec swojego życia. Po prostu został zmuszony do przejścia na emeryturę. Jeśli chodzi o lekarzy tej specjalności w Kanadzie, to jest to grupa bardzo mała około 30 osób. Tyle mniej więcej liczy organizacja o nazwie Canadian Society for Environmental Medicine, której byłem współzałożycielem. Nieco większa jest grupa pod nazwą Complementary Medicine Section of Ontario, która weszła już w skład Ontario Medical Association, bo liczy ona prawie 300 osób. My jesteśmy teraz grupą wchodzącą w skład tej sekcji. Trzeba powiedzieć, że to wszystko stało się bardzo niedawno, właśnie, jako efekt mojego procesu. Przedtem wszystkie nasze wnioski o powołanie do życia takich odrębnych grup były po prostu ignorowane.
– Czy ma Pan jakieś kontakty z Polską, z polskimi lekarzami?
– Trudno mi na to odpowiedzieć wprost. Kiedy studiowałem w Krakowie, jednym z moich profesorów był wybitny uczony, prof. Julian Aleksandrowicz. Ale byłem wtedy młody i głupi i nie zdawałem sobie w pełni sprawy z tego, co do nas prof. Aleksandrowicz mówił. Wydawało mi się to jakoś dziwne. I kiedy w 1989 roku byłem w Krakowie, przy okazji organizowania naukowego spotkania, pierwsze swoje kroki skierowałem właśnie do prof. Aleksandrowicza, aby mu szczerze wyznać, że dopiero, gdy się od niego oddaliłem, po wielu latach, zrozumiałem, co on do nas mówił. Profesor potraktował mnie jak prawdziwy ojciec, i cieszył się, że po latach wraca do niego jego student i jest pełen uznania i zrozumienia dla jego osiągnięć. O wielu problemach medycyny środowiskowej on już wtedy myślał i wiedział, tylko, że jego przemyślenia były bardziej teoretyczne, filozoficzne niż praktyczne. 
            Amerykanie do tych wszystkich problemów mieli podejście bardziej praktyczne. Jestem pełen najwyższego uznania dla prof. Aleksandrowicza. Miał on w efekcie, największy wpływ na mnie jako lekarza. Pamiętam do dziś jedną z jego prac dotyczącą wpływu pleśni (ang. mould) na powstawanie pewnych chorób. To on zwracał uwagę na to, że zatrute powietrze, woda i pożywienie, zatruwa nasz mózg i zakłóca wyższe funkcje mózgu. Korzystam z jego idei i jego głębokich przemyśleń do dzisiaj. On był zachwycony tym, że jego uczeń idzie tą samą drogą, że pomaga ludziom w rozwiązywaniu tych samych problemów. To był fantastyczny człowiek i wielki uczony. Poznałem również, że tak powiem ‘na nowo’, p. Prof. Marię Gumińską i jeszcze kilka osób. Ale te kontakty nie były przeze mnie podtrzymywane, głównie dlatego, że musiałem zająć się sprawami, o których tu rozmawiamy.
– A czy Pan zna książkę napisaną wspólnie, przez p. Prof. Aleksandrowicza i p. Irenę Gumowską p.t. “ Kuchnia i Medycyna”?
– Tak, dostałem od Profesora wiele jego prac, na które się często powołuję. I oczywiście dostałem też i tę książkę i mam ją u siebie na półce.
– Przyznam się Panu, że żona moja kupiła tę książkę zaraz po jej wydaniu t.j. w roku 1981 i przeczytała ją. Ja natomiast nie pamiętam, żebym ją wcześniej czytał. A więc ta książka przeleżała u nas na półce przeszło 20 lat. Zajrzałem do niej dopiero po pierwszym spotkaniu z Panem. Przeczytałem ją całą. To jest wspaniała książka. Oczywiście jest w niej wiele opinii, które dzięki nowym badaniom, stały się już nie aktualne. Jak np. to, że trzeba pić dużo mleka, aby mieć dość wapna w organizmie. Ale są tam też opinie i rady nadal aktualne. Jest tam m.in. jedna myśl niezwykle oryginalna i ważna. Na ogół, kiedy mówimy o zdrowiu mamy na myśli poszczególnych ludzi, a nie całe społeczności. Tymczasem, jeśli chodzi o istotne zmiany, o rzeczywistą poprawę zdrowia każdego z nas, to można to osiągnąć np. poprzez poprawę gleby, poprawę środowiska, w którym mieszkamy. A więc globalne, a nie personalne podejście do tych problemów. Aby zorientować naszych Czytelników w wartości tej książki, przytoczę w całości jej Zakończenie. Cytuję:
            Najwspanialszy posag, największy skarb, jakim rodzina może obdarzyć swoje potomstwo, to zdrowie i wykształcenie. Książka nasza ma na celu pomóc w uzyskiwaniu i utrzymaniu zdrowia przez całe życie aż do najpóźniejszej starości. Nie można i nie należy połykać jej jednym tchem. Trzeba ją powoli studiować, tak by maksymalnie wykorzystać zawarte w niej treści.
Na dbanie o zdrowie nigdy nie jest za późno. Ale trzeba o tym pomyśleć na serio, żeby nie doprowadzić do stanu, o którym prawie 2 tysiące lat temu mówił Seneka: “ ludzie nie umierają, tylko popełniają powolne samobójstwo”. Dziś o wiele łatwiej niż dawniej tego “samobójstwa” uniknąć, bo obecna wiedza, oparta na możliwościach technicznych, pozwala głębiej i szerzej wnikać w tajniki naszego życia i zdrowia.
Stanem idealnym byłoby, aby człowiek tak żył, tak się odżywiał, by go się choroby nie imały. Przy dzisiejszym stanie wiedzy marzenie to jest możliwe do zrealizowania. Pragnieniem autorów jest właśnie wytłumaczenie związków między odżywianiem się a stanem zdrowia w sposób zrozumiały dla każdego.
A na koniec przypomnijmy jeszcze raz słynne słowa osiemnastowiecznego mędrca i... smakosza Anthelma Brillat-Savarin, który stwierdził, że: “losy narodów zależą od ich sposobu odżywiania się”.
 Naturalnie po przeczytaniu tej książki natychmiast włączyłem ją do spisu literatury, pod numerem [198], bo chociaż nie korzystałem z niej w trakcie pisania swojej książki, to jednak nasi Czytelnicy powinni tę książkę znać i być, tak jak i ja jestem, dumni z tego, że napisali ją autorzy polscy i to przeszło 20 lat temu.
Byłoby dobrze gdyby wznowiono jeszcze tę książkę chociażby dlatego, aby uzmysłowić nam wszystkim, że zmarnowaliśmy już wiele lat naszego życia nie czytając tej książki i aby oddać cześć tym wielkim polskim uczonym.
– Ja myślę, że kiedyś w niezbyt odległej przyszłości uda mi się namówić Pana do napisania jeszcze lepszej książki p.t. „Medycyna środowiskowa na co dzień”.

No comments:

Post a Comment