Tuesday, 20 December 2016

Czas na modlitwę z Maryją - Ufność w siłę modlitwy: Nauka rekolekcyjna o. Adama Filasa, OMI Toronto

"Szydzi z nas i naigrywa nieprzyjaciel, pytając, co nam w Polsce zostało z dawnych cnót rycerskich. A ja mu odpowiadam: wszystkie one przepadły, zginęły - a jednak coś pozostało. Pozostała w tym narodzie wiara w Chrystusa i miłość do Matki Bożej, a na tej wierze i na tej miłości wszystko na nowo może być odbudowane".

Trudno mówić o wytrwałej i ufnej modlitwie, bez odniesienia do ludzi świętych „szaleńców Niepokalanej”, którzy przykładem życia udowodnili, że można się dobrze modlić, że modlitwa wcale nie musi być doświadczeniem nudy, straconego czasu czy też zwykłego zaliczenia obowiązku. W tej nauce przyjrzymy się kilku postaciom, dla których umiłowanie modlitwy – szczególnie tej różańcowej było jedną z najważniejszych wartości w życiu, które zmieniało ich życie, sposób myślenia i wartościowania.

Jako, że te rekolekcje poświęcone są również charyzmatowi Misjonarzy Oblatów, który otrzymaliśmy od św. Eugeniusza – szaleńca Niepokalanej; rozpocznę to maryjne rozważanie od pokłonu właśnie w stronę św. Eugeniusza.
Jego całe życie wypełnione było wielką czcią dla Maryi, ale wydarzenia związane z ogłoszeniem dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Matki Bożej, w sposób zasadniczy wpłynęły na jego biskupie posługiwanie i resztę życia.
Gdy 2 lutego 1849 roku papież Pius IX w encyklice Ubi primum poprosił, aby biskupi całego świata powiadomili go, jak w związku z Niepokalanym Poczęciem przedstawiają się „nabożeństwo i życzenia ich duchowieństwa i wiernych w ich diecezjach”.
                                                                        
Bp Marsylii, Eugeniusz de Mazenod z wielką radością odpowiedział Papieżowi podając nazwę Zgromadzenia – Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej - jako świadectwo tradycyjnej wiary Kościoła. W czasie, kiedy Papież zbierał informacje odnośnie wiary i przekonania ludzi, co do Niepokalanego Poczęcia – nasze Zgromadzenie (założone ponad 30 lat wcześniej) miało już w tytule MOMN.
W liście do Papieża widać jak wielką miłość św. Eugeniusz żywił do Maryi Niepokalanej i jakie miał do Niej nabożeństwo. Pragnął, aby jego duchowi synowie odznaczali się synowskim umiłowaniem Niepokalanej Matki i mieli do niej serdeczne nabożeństwo. Oto jak pisał do Papieża:
„Szczęśliwy, zaprawdę szczęśliwy ten dzień, w którym Bóg przez Ducha swego Boskiego Syna natchnął serce Jego Wikariusza na ziemi, by oddać ten najwyższy hołd Świętej Dziewicy Maryi! Szczęśliwy i święty ten dzień, w którym najwyższy Pasterz i Nauczyciel owieczek i baranków, w gorzkich strapieniach swego serca i w bolesnych doświadczeniach Kościoła, skierował myśl do Niepokalanej Matki Niepokalanego Baranka bez skazy i wzniósł wzrok ku błyszczącej gwieździe, umieszczonej przez Boga na niebie jak tęcza Przymierza i rękojmia zwycięstwa!                                                                            
Niech nadejdzie, niech nadejdzie ta godzina tak upragniona, gdy cały wszechświat będzie mógł głosić z pewnością, że Najświętsza Matka Boga zmiażdżyła głowę jadowitego węża, i uważać za prawdę objawioną, że Błogosławiona Dziewica Maryja mocą cudownego i jedynego przywileju, jaki zawdzięcza nadmiarowi łaski swojego Syna, została naprawdę zachowana od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego!”
Św. Eugeniusz pragnął, aby Oblaci i ci, którym oni będą służyć, swoje moditwy i błagania codziennie zanosili do Boga przez ręce Maryi. W naszych KKiRR czytamy: „Dzięki zjednoczeniu z Maryją Niepokalaną, wierną Służebnicą Pana, prowadzeni przez Ducha Świętego, oblaci będą pogłębiać swoją zażyłość z Chrystusem. Z nią będą rozważać tajemnice Wcielonego Słowa, szczególnie w modlitwie różańcowej”.
Eugeniusz dał oblatom różaniec… .
Są chwile, kiedy cała Polska i cały katolicki świat modli się na różańcu. Cudowne są te nabożeństwa maryjne stanowiące wyraz nadziei, którą złożyliśmy w Sercu Matki Bożego Syna, naszej miłości, która pozwala nam się spodziewać, że w najtrudniejszych dniach i najboleśniejszych doświadczeniach, Matka Boża nas nie opuści, lecz osłoni płaszczem swojej opieki.

Tej bezgranicznej ufności w opiekę Matki Bożej uczył nas też przed drugą wojną światową Maksymilian Kolbe.
Ten śmiertelnie chory człowiek, posiadający tylko jedno płuco, znajdujący się ciągle w stanie podgorączkowym, chcąc się Matce Bożej przypodobać, postanowił zdobyć dla Niej cały świat. Ludzie patrzyli na św. Maksymiliana jak na człowieka pozbawionego rozumu. Wyśmiewano go, rzucano mu kłody pod nogi, chciano, by zapomniał o Niepokalanej i przestał nazywać się Jej rycerzem. To go jednak nie zniechęciło.
Gdy tylko ukończył budowę Niepokalanowa pod Warszawą, wybrał się w daleką podróż, aby zbudować drugi Niepokalanów, Miasto Matki, w Kraju Kwitnącej Wiśni, w Japonii. Nie udało mu się zdobyć Japonii dla Matki Bożej, ale swoją heroiczną śmiercią przypomniał światu o istnieniu Chrystusa, przypomniał światu Chrystusowe przykazanie miłości, którego granicą jest dobrowolna śmierć. "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15,13)."; nie byłby w stanie tego dokonać, gdyby nie całkowite zaufanie Bogu i oddanie Maryi.

Wielką ideę całkowitego zawierzenia Matce Bożej przejął od św. Maksymiliana Kolbe Prymas Tysiąclecia, Stefan Kard. Wyszyński. Często zapominamy, że - szkalowany przez władzę Polski Ludowej w okresie stalinizmu, wyśmiewany, a nawet zamknięty na trzy lata w odosobnieniu - nie przestawał wysyłać wiernych do sanktuariów maryjnych do Piekar, Częstochowy, do Kalwarii.                                                                            
Że napominał, aby nie ustawali w swoim błaganiu, aby w dniach zagrożenia wiary w Boga w naszym narodzie mówili Matce Bożej:
"Weź w opiekę naród cały, który żyje dla Twej chwały".
Po opuszczeniu więzienia tłumaczył, dlaczego chciał nas rzucić na kolana przed obrazami Matki Bożej: ponieważ tego nabożeństwa, tego bezgranicznego zawierzenia Matce Bożej nauczył się od świętego człowieka - od Maksymiliana Kolbe.
W swoich budzących wiarę w przetrwanie kazaniach lubił Prymas Wyszyński przypominać te piękne słowa z Potopu Henryka Sienkiewicza, wypowiedziane w dniach oblężenia Jasnej Góry przez Przeora Augusta Kordeckiego:
"Szydzi z nas i naigrywa nieprzyjaciel, pytając, co nam w Polsce zostało z dawnych cnót rycerskich. A ja mu odpowiadam: wszystkie one przepadły, zginęły - a jednak coś pozostało. Pozostała w tym narodzie wiara w Chrystusa i miłość do Matki Bożej, a na tej wierze i na tej miłości wszystko na nowo może być odbudowane".
Wchodzimy w obchody kolejnego Wielkiego Jubileuszu – 100-lecia objawień Matki Bożej Fatimskiej. Matka Boża w fatimskim orędziu przypomina, że największym zagrożeniem dla ludzkości jest demoralizacja, utrata wiary, odrzucenie Boga i Jego praw, zarówno przez tę najbardziej rozpowszechnioną mentalność życia takiego, jakby Bóg nie istniał, jak i ateizmu w wydaniu komunistycznym, faszystowskim, satanistycznym czy propagowanym przez ideologię New Age.             
Jan Paweł II – kolejny „szaleniec Niepokalanej” podczas pobytu w Fatimie 13 maja 1982 r. w swojej homilii nawiązał do tego orędzia Matki Bożej, które pragnie nas przestrzec i uchronić przed najbardziej radykalnym złem, jakim jest piekło; nasz Wielki Rodak tak wołał:
            „Największą przeszkodą w drodze człowieka do Boga jest grzech, dobrowolne trwanie w grzechu, a w końcu wyparcie się Boga. Świadome wyrzucenie Boga ze świata ludzkiej myśli. Oderwanie od Niego całej ziemskiej aktywności człowieka. W rzeczywistości wieczne zbawienie człowieka znajduje się tylko w Bogu.

Odrzucenie Boga przez człowieka - jeżeli jest zdecydowane - prowadzi logicznie do odrzucenia człowieka przez Boga (por. Mt 7, 23; 10, 33), do potępienia. Czy Matka, która całą miłością, jaką budzi w Niej Duch Święty, pragnie zbawienia każdego, może milczeć w obliczu kwestionowania samej podstawy ich zbawienia?                                                

Nie, nie może. Tak więc, ponieważ orędzie Matki Bożej Fatimskiej jest orędziem macierzyńskim, jest ono silne i jednoznaczne. Brzmi poważnie. Brzmi jak mowa Jana Chrzciciela nad brzegiem Jordanu. Nawołuje do pokuty. Ostrzega. Wzywa do modlitwy. Poleca różaniec. Orędzie jest skierowane do każdego człowieka.
                                                                                   
Matka Boża uświadomiła nam, że wiele dusz dobrowolnie idzie na wieczne potępienie jeżeli pogrąża się w niewoli grzechów, odrzuca przykazania, przestaje się modlić, korzystać z sakramentów i wyrzeka się wiary w Boga. Wieczne piekło jest rzeczywistością, do której człowiek konsekwentnie zmierza, jeżeli odrzuca Boga, Jego Miłość i Miłosierdzie żyjąc tak, jakby On nie istniał.

Do pierwszej tajemnicy fatimskiej nawiązuje też orędzie Bożego Miłosierdzia, objawione św. Faustynie:
"Z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła (...), aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest. Tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło" (Dz 741).
Pan Bóg "pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy"
Ogłoszenie treści trzeciej tajemnicy fatimskiej przez Jana Pawła II, stało się jednym z największych wydarzeń Wielkiego Jubileuszu Roku 2000. Dowiedzieliśmy się, że ta prorocza wizja w dużej mierze odnosiła się do dramatycznych wydarzeń zamachu na Papieża 13 maja 1981r.

Wizja trzeciej tajemnicy fatimskiej w symboliczny sposób mówi o wielkich prześladowaniach, cierpieniach i męczeństwie wielu wyznawców Chrystusa, wśród których są również kapłani, biskupi oraz papieże dwudziestego i obecnego wieku.                                              
                                                                                   
Wielkie zniszczenia i prześladowania są spowodowane przez ludzi zniewolonych przez ateistyczne ideologie walczące z Bogiem, a w sposób szczególny przez komunizm.
                                                                                 
Miejsce tych dramatycznych wydarzeń przedstawione jest w symbolicznym obrazie: Papież, biskupi, kapłani, zakonnicy, zakonnice wchodzą na stromą górą, na której szczycie jest wielki Krzyż; czytamy w trzeciej tajemnicy fatimskiej:

"Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zrujnowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem, szedł modląc się za dusze martwych ludzi, których ciała napotykał na swojej drodze; doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego Krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugodzili go pociskami z broni palnej i strzałami z haku i w ten sam sposób zginęli jeden po drugim inni biskupi, kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz wiele osób świeckich, mężczyzn i kobiet różnych klas i pozycji (...)".

Bracia i siostry. Z perspektywy 100 lat jakie dzielą nas od objawień fatimskich, możemy stwierdzić, że w widzeniu opisanym w trzeciej części tajemnicy jesteśmy w stanie rozpoznać dramatyczne wydarzenia minionego stulecia, a także początku XXI wieku.
                                                                                   
W minionym XX w. na skutek wielkiego kryzysu wiary, doszli do władzy ateiści, którzy doprowadzili do moralnej degeneracji społeczeństw, upadku kultury, straszliwego zniewolenia przez podeptanie podstawowych praw osoby ludzkiej, oraz dokonywanych zbrodni ludobójstwa. W tym czasie Kościół przeszedł prawdziwą drogę krzyżową. Kard. Ratzinger wyjaśniał, że "w drodze krzyżowej minionego stulecia postać Papieża odgrywa szczególną rolę”.
                                                                      
W obrazie uciążliwego wchodzenia na szczyt góry można z pewnością dostrzec jednocześnie odwołanie do różnych papieży, którzy poczynając od Piusa X aż do obecnego Papieża mieli udział w cierpieniach swojego stulecia i starali się iść przez nie drogą wiodącą ku krzyżowi. W wizji również Papież zostaje zabity na drodze męczenników.

Czyż Ojciec Święty Jan Paweł II, kiedy po zamachu z 13 maja 1981 roku polecił przynieść sobie tekst trzeciej tajemnicy, mógł nie rozpoznać w nim własnego przeznaczenia. Tamtego dnia znalazł się bardzo blisko granicy śmierci i sam tak wyjaśniał potem swoje ocalenie: macierzyńska dłoń kierowała biegiem kuli i Papież (...) w agonii (...) zatrzymał się na progu śmierci.

Fakt, iż macierzyńska dłoń zmieniła bieg śmiercionośnego pocisku, jest tylko jeszcze jednym dowodem na to, że nie istnieje nieodwołalne przeznaczenie, że wiara, modlitwa, umartwienie i zawierzenie Maryi to potężne siły, które mogą oddziaływać na historię, społeczeństwa i nasze rodziny, że ostatecznie modlitwa i umartwienie okazują się potężniejsze od pocisków, a wiara od dywizji".

Żyjemy w dobie wielkiej niepewności jutra, wielu ludzi ogarnia lęk o przyszłe pokolenia. Sypią się chrześcijańskie struktury Starego Kontynentu – Europy, która nie może sobie poradzić nawet z zalewem uchodźców.
Według Papieża Franciszka – jesteśmy w czasie III wojny światowej w kawałkach. Tę niepewność czuć już w powietrzu. Ulica się boi, politycy knują, armie się zbroją. Chaos się pogłębia. Stary system ustanowiony po II wojnie światowej wpadł w śmiertelne drgawki.
Nadchodzi nowy świat; jaki będzie to świat? Czy będzie to świat, w którym da się żyć, w którym dzieci i młodzież będą miały nadzieję na piękną przyszłość?
Posłuchajmy co na ten temat - nam Polakom - ma do powiedzenia Jan Paweł II – nasz Wielki Rodak i czciciel Niepokalanej. (…).
“W niedalekiej przyszłości, to Polska i Polacy powinni odegrać znaczącą rolę, która ocalić może naszą chrześcijańską kulturę, naszą wiarę, nasze chrześcijańskie tradycje jak i nas samych. Pewne dziedziny środowisk w świecie jak i w samej Europie, tworzą pakt, którego zadaniem będzie wyeliminowanie jakiejkolwiek religii na płaszczyźnie rodziny, krajów, jak i świata.                                                                        
Jedyną dopuszczalną religią, będzie pieniądz, która już dziś w świecie czyni spustoszenie gospodarek narodowych, uzależniając człowieka od życia materialnego. Człowiek staje się przez to niewolnikiem dóbr, konsumpcjonizmu, pieniądza (…)”.

Bracia i siostry. W tym powiększającym się chaosie i zagrożeniach w świecie – my chrześcijanie, katolicy, Polacy – mamy raz jeszcze zawierzyć nas samych i losy świata Bogu przez ręce Maryi naszej najlepszej Matki.
My Polacy, znamy dobrze Prawdę o Matce, która zawsze stoi blisko nas i patrzy w nasze życie. „Od wieków nie słyszano, aby ktokolwiek, kto ucieka się do Niej, był opuszczony”. Trzeba tylko chcieć do Niej mówić, trzeba tylko w swoich prośbach nie ustawać, a Kościół nam podpowiada, i wspomniani dzisiaj święci nam podpowiadają, że nasze osobiste potrzeby, potrzeby naszych rodzin, ojczyzny i świata - najlepiej przedstawiać słowami modlitwy różańcowej.

Wiemy, że dziś tej modlitwy potrzeba coraz więcej, że o tę modlitwę Ona sama się upomina w Fatimie, w Lourdes i wielu innych sanktuariach świata.

Bracia i Siostry, zachęcam was: pokochajcie Różaniec, uczcie go dzieci i młodzież. Proszę Was, niech ta modlitwa będzie tak żarliwa i piękna, abyśmy potrafili nią osuszyć łzy Matki Bożej płaczącej nad dzisiejszym człowiekiem, któremu grozi katastrofa.                             
Dar pokoju nosimy w naczyniach glinianych. Aby go nie zaprzepaścić, trzeba podjąć trud modlitwy i umartwienia. Gdy po raz drugi troje dzieci z Fatimy ujrzało Anioła, usłyszało wezwanie do życia duchem ofiary i wyrzeczenia.
To wołanie nieba o połączenie modlitwy i postu stanowi przypomnienie nam, ludziom początku trzeciego tysiąclecia, tej ważnej, ale lekceważonej prawdy Ewangelii. Modlitwa i post są naszym ratunkiem… .

Przenieśmy się myślą jeszcze raz do objawień z przed 100 laty. Po pierwszych objawieniach stopniowo wygasał w dzieciach zapał do modlitwy, jaki towarzyszył im zaraz po pierwszym spotkaniu Anioła. Osłabła w nich gorliwość. Wygasło w nich wspomnienie nadprzyrodzoności. Wróciły do swych beztroskich zabaw. Nastała zwykła, szara codzienność.
Tak też niestety dzieje się i w naszym życiu. Królowa nieba i ziemi nie zniechęciła się jednak, nie zmieniła swego planu i zgodnie z wolą Boga, posłała znów Anioła, aby ponowił wezwanie do nawrócenia.

Trudno było małym dzieciom zrozumieć, o co prosi je Anioł. Jego obecność wlewała jednak w ich serca dziwne światło, otwierała nowe horyzonty, budziła z uśpienia.
- Co to znaczy pełnić ofiary? - zapytała Łucja. Odpowiedź Anioła skierowana była nie tylko do niej, nie tylko do Franciszka i Hiacynty, ale do wszystkich, którzy chcą żyć prawdą Ewangelii.
                                                                                   
Podobnie jak dzieci z Fatimy, Bóg każdego z nas napomina dzisiaj słowami Anioła: "Co robisz?".                                            
Co robisz z czasem, który mógłbyś oddać Bogu w modlitwie?
Dlaczego okradasz Boga z należnej Mu chwały, a ludziom odmawiasz tej pomocy, której mógłbyś im udzielić poprzez swą modlitwę?
Czyżbyś zapomniał o tym, że człowiek nigdzie poza Bogiem nie znajdzie sensu swoich poszukiwań, cierpień, zmagań?
Czy nie wiesz, że tak wielu ludzi idzie na zatracenie dlatego, że niewielu się za nich modli i nie otrzymują łaski nawrócenia...?

Dlaczego więc tracisz czas, szukając bez umiaru rozrywek, przyjemności? A może rzuciłeś się w wir pracy, obowiązków, rozmaitych spraw, zapominając o tym, że nie można żyć tylko pracą, bo trzeba jeszcze karmić ducha; trzeba jeszcze troszczyć się o zbawienie innych… . ja często powtarzam, że gdyby Bóg chciał stworzyć nas wołami pociągowymi – to nie stworzył by nas ludźmi.

"Módlcie się wiele – zachęca Matka Boża z Fatimy!"
Bracie i siostro. Czy myślisz, że pacierz odmawiany w pośpiechu, niedbale, wystarczy ci, aby nabrać duchowej mocy do walki z siłami ciemności?
Czy myślisz, że Msza święta, w której uczestniczysz bez skupienia, bez pełnego zaangażowania serca wystarczy, by skutecznie przeciwstawić się naporowi kłamstwa w środkach społecznego przekazu albo zalewowi zgorszenia?
Czy sądzisz, że korzystając tylko od czasu do czasu z sakramentu pojednania i Eucharystii, będziesz miał wystarczająco dużo siły, by ograniczyć i zniweczyć wszelkie formy przemocy, oszustwa, krzywdy i niesprawiedliwości?
Szatan wie, że ma mało czasu, więc ze wzrastającą energią atakuje wszystkich ludzi bez wyjątku. Skutki braku naszej modlitwy, która mogłaby osłabić jego działanie, są wyraźnie widoczne w skali rodzin, ojczyzny i świata.
Wobec ogromu niebezpieczeństw, na jakie narażony jest każdy człowiek i cała ludzkość, wezwanie do modlitwy nabiera cech wołania ostatecznego.

Ale co to znaczy modlić się wiele?
Wiele to na pewno nie pięć minut rano i pięć minut wieczorem... Może warto zrobić sobie rachunek sumienia, biorąc pod uwagę ilość czasu oddawanego na modlitwie Bogu, oraz ten czas, który pochłania praca, odpoczynek, rozrywka, telewizor, internet, sprawy osobiste...

Powiesz, że nie masz czasu, aby modlić się więcej? Czasu ma każdy tyle samo, dwadzieścia cztery godziny na dobę, tylko nie każdy ma właściwie ustawioną hierarchię wartości i nie potrafi tych godzin właściwie wykorzystać.

Pomyśl, ile czasu "przecieka ci przez palce", ile tracisz go, zajmując się rzeczami niepotrzebnymi lub nawet szkodliwymi, grzesznymi dla ciebie i twojej rodziny.
                                                                        
Zobacz, ile czasu zabiera ci udowadnianie innym swoich racji, rozmawianie o wadach, przywarach i słabościach innych ludzi; nawet ich oczernianie – często bezpodstawnie, rozwodzenie się nad doznaną krzywdą, rozpamiętywanie nad tym, czego już zmienić się nie da...

Zastanów się, czy oglądane programy telewizyjne, czytane czasopisma i książki nie niszczą twojej wrażliwości na świat ducha, odbierając ochotę do modlitwy przez skierowanie twoich zainteresowań i wyobraźni na bezdroża.
A może warto też na modlitwę zamienić czas spędzany w kolejce, w drodze do pracy, w samochodzie, w poczekalni?

Można przecież sercem trwać przy Bogu zawsze i wszędzie. Ten, komu zależy naprawdę na kontakcie z kimś bliskim, zawsze znajdzie jakiś sposób, aby mu okazać dowody swojej życzliwej pamięci, wdzięczności.  Ale z drugiej strony pamiętać trzeba, że modlitwa przy różnych czynnościach jest dobra, ale zawsze powinna być modlitwą dodatkową – aby ona nie zastąpiła tego zasadniczego spotkania z Bogiem w przysłowiowej “izdebce naszego serca”, gdzie poświęcamy czas wyznaczony tylko i wyłącznie dla Boga.

Modlitwa to nie problem czasu, ale serca...
"Serce Jezusa i Maryi mają względem nas zamiary pełne miłosierdzia".
                                                                                   
Te słowa są skierowane również do ciebie, bracie i siostro.
Co z nimi zrobisz, jak je potraktujesz?
Czy przyjmiesz to Boże miłosierdzie, podejmując zaproszenie do gorliwszej modlitwy?
Czy zechcesz naśladować tych świętych, których dzisiaj wspomnieliśmy jako świetlane przykłady pięknej, głębokiej i owocnej modlitwy?
Czy będziesz od dzisiaj modlił (a) się lepiej, dłużej i bardziej wytrwale?
Matka Boża w orędziu z Fatimy liczy na każdego i każdą z nas; Ona pragnie ocalić ten świat i wszystkich, za których umarł Jej Syn!
Czy my Jej w tym pomożemy?
I niech tak się stanie! Amen.

No comments:

Post a Comment