Monday, 20 March 2017

Ja jestem Prawdą

Rozważania  Pasyjne – 3, O. Kazimierz Kozicki, OMI Toronto


Góra Golgoty coraz bliżej, coraz bliżej wspomnienie chwili naszego zbawienia; chwili, w której rozdarło się niebo i rozdarte zostało serce. Słońce swą twarz zakryło, by ukryć w mrokach cierpiącą twarz Boga. Chcąc przygotować serce, by mogło prawdziwie współczuć z “cierpiącym Bogiem”; chcąc przygotować umysł, by w tego Boga nie zwątpić; chcąc przygotować wolę, by przy tym Bogu wytrwać, postępujemy kolejny krok na pasyjnej drodze.
            Twarz Boga-Człowieka się zmienia i usta krzywi ból, ale wolę Ojca trzeba wypełnić do końca, aby spełniło się wszystko, co zostało zapisane u proroków. Ten “nieludzko oszpecony Bóg – bez wdzięku, aby się nam podobał” – daje świadectwo wobec Piłata o celu misji, dla spełnienia której przyszedł na świat: “aby dać świadectwo prawdzie”. 
– “Cóż to jest prawda?”


            Izajasz powie: “Dręczono Go... chociaż nikomu nie wyrządził krzywdy i w Jego ustach kłamstwo nie postało”. Zauważmy zatem, że to nie kłamstwo, ale prawda staje się powodem i ofiarą nienawiści.
Prawda, mówiąc najprościej, to pewien stan wnętrza człowieka przeciwny kłamstwu. To szczególna harmonia myśli, pragnień, słów, gestów i czynów, słowem postawy względem przyjętej przez siebie hierarchii wartości. Prawda to bardzo delikatna i wręcz bezcenna właściwość ludzkiego rozumu. Pragnienie prawdy wszczepił w człowieka sam Stwórca i stąd w każdym z nas to naturalne dążenie do prawdy, ta naturalna tęsknota za prawdą i radość ze spotkania z nią.
            Prawda zawsze jednoczy ludzi i ich zespala. Wielkość prawdy przeraża i demaskuje kłamstwa ludzi małych i zalęknionych. Kardynał Wyszyński mówił: “Ludzi mówiących w prawdzie nie trzeba wielu. Chrystus wybrał niewielu do głoszenia prawdy. Tylko słów kłamstwa musi być dużo, bo kłamstwo jest detaliczne i sklepikarskie, zmienia się jak towar na półkach..., musi mieć wielu sług, którzy wedle programu nauczą się go na dziś, na jutro, na za miesiąc, a potem będzie pospieszne szkolenie w innym kłamstwie...”
“Musimy – podkreślał prymas – nauczyć się odróżniać kłamstwo od prawdy, gdyż wbrew pozorom, może w inny sposób, ale nadal chłoszcze się obficie nasze grzbiety batem kłamstwa i obłudy”.

            Przekonanie o prawdzie obecnej w życiu powoduje, że człowiek ma poczucie sensu oraz wewnętrznej radości z przyjmowanej postawy. To poczucie wyzwala odwagę w dziele dawania świadectwa, czyli opowiadania się po stronie prawdy. A prawdą jest Chrystus. Znaczy to, że żyć w prawdzie, to żyć w Chrystusie, przez Chrystusa i z Chrystusem, będąc tym samym wolnym od kłamstwa.
            Oceny siebie samego w cieniu Chrystusa człowiek dokonuje sam w świątyni swego sumienia. Głos sumienia uzdalnia nas do dawania świadectwa prawdzie, a najpierw zmusza do jej szukania. Trud owego poszukiwania i świadczenia powodowany jest zazwyczaj spotkaniem z Tym, “nieludzko oszpeconym Bogiem”, z Tym, dla którego nie jest ważne “skąd” przychodzę, ale ważne jest i zawsze pozostanie “kim jestem” i “po co przychodzę”. Dlatego trudny do wydania był wyrok na Tego, który mówił o sobie; “Jestem Królem”, a lud wołał ze wzmożoną siłą: “poza Cezarem nie mamy króla”.
            I w ten oto sposób prawda została zakrzyczana. Bo nie jest łatwo przyjąć prawdę, szczególnie o sobie i zwłaszcza wtedy, kiedy mówienie prawdy staje się upominaniem nas. A zauważmy, że w tej reakcji na słowo prawdy rodzące wyrzut sumienia, człowiek przez wieki się nie zmienił. Nie chciano słuchać, kiedy Jezus mówił: “Człowieku, odpuszczają ci się twoje grzechy!” Pytano wówczas: ”Kim On jest, że ośmiela się mówić bluźnierstwa? Wszak grzechy może odpuszczać tylko Bóg”. Ale wraz ze słowem oczyszczającym duszę szło słowo oczyszczające ciało z choroby. Jak więc zaprzeczyć, jak wystąpić przeciw?
            Trudno było przyjąć słowo prawdy faryzeuszowi Szymonowi, który, jako sprawiedliwy we własnym mniemaniu, zaprosił Jezusa na posiłek, w czasie którego u stóp jego Gościa pojawiła się kobieta, prowadząca w mieście życie grzeszne. “Gdyby On był prorokiem – myślał Szymon – wiedziałby, co to za jedna...” A Chrystus spokojnie: “Szymonie, widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś mi wody do nóg, ona zaś łzami oblała mi nogi i swymi włosami je wytarła. Nie dałeś mi pocałunku pokoju... Głowy nie namaściłeś mi oliwą..., a ona..., popatrz...
            Niełatwo było przyjąć potrójne biada, adresowane do faryzeuszów: “Biada wam, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty..., a pomijacie sprawiedliwość i miłosierdzie; biada wam, bo lubicie pierwsze miejsca w synagogach i pozdrowienia na rynku...; biada wam, bo jesteście jak groby pobielane, zewnątrz piękne, a w środku pełne wszelkiego plugastwa...”
            Trudno było faryzeuszom słuchać opinii o sobie: “To wy właśnie wobec ludzi udajecie sprawiedliwych, ale Bóg zna wasze serca. To bowiem, co wielkie jest między ludźmi, obrzydliwością jest w oczach Boga”.
            Trudno było przyjąć potępienie modlitwy faryzeusza, który stanąwszy w świątyni, tak oto modlił się w duszy: “Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, oszuści, cudzołożnicy...”; “powiadam wam, nie ten został usprawiedliwiony”.  
            A ile nienawiści musiało wzbudzić śmiałe wypędzenie przekupniów ze świątyni?, bo “ukręciwszy sobie bicz z powrozów, Jezus wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej”.
            Jaką reakcję mogło budzić podrywanie autorytetu uczonych w Piśmie: “Strzeżcie się uczonych w Piśmie, którzy z upodobaniem chodzą w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku i pierwsze miejsca w synagogach...”?

            Czy mogła być inna odpowiedź na słowo prawdy niż odrzucenie, wyszydzenie, a ostatecznie stracenie?
Lecz Jezus w ten właśnie bezkompromisowy sposób daje świadectwo prawdzie. Współcześni Jemu prawdy tej nie mogli przyjąć, nie mogli jej zaakceptować. Bo to musiałoby oznaczać zwrot w sposobie myślenia i działania. To musiałoby oznaczać spojrzenie na siebie z jakąś dozą krytycyzmu i szczerości, ze zdecydowanym oddzieleniem w sobie przede wszystkim dobra i zła, prawdy i zakłamania.
            Wydaje mi się, że tak powszechny w średnim ludzkim wieku kryzys religijności właśnie w tym ma swoją przyczynę. Człowiek boi się być pytany albo pytać samego siebie. Boi się słów mogących go wewnętrznie poruszyć, zaniepokoić i ukazać, że nie jest tak do końca w porządku. I dlatego bierze czasowy rozwód z Panem Bogiem i tym, co Boże, tłumacząc się szeregiem rozmaitych powodów, choć ten zasadniczy w tym braku odwagi się mieści.
Jeśli człowiek potrafi zdobyć się na to, by stanąć wobec Boga i człowieka w prawdzie, to może być pełen uznania dla samego siebie. Może i powinna budzić się w jego sercu radość z faktu, że tak jest. I właśnie takich potrafią odebrać nas inni, zazwyczaj takich potrafią nas przyjąć i nabrać zaufania.
            Takie wejście w siebie wymaga i odwagi i pokory. Wówczas szczerze potrafimy odpowiedzieć sobie na pytanie: kim jestem? Jednak to zbyt mało, moi Drodzy, gdy na tak postawione pytanie odpowiemy: jestem człowiekiem! Bo ta odpowiedź prowokuje pytanie następne: jakim jestem człowiekiem? I choć odpowiedź może być szybka: jestem człowiekiem wierzącym, to także zbyt mało, jeśli tylko słowami udzielamy odpowiedzi.
“Wstań, idź – trzeba dać świadectwo” – powiedzą ci, którzy już wiedzą na czym rzecz polega.

            Wróćmy zatem do świątyni własnego sumienia, nie po to, oczywiście, żeby się zadręczać, ale po to, by dać świadectwo prawdzie.
Tylko człowiek żyjący w prawdzie jest w stanie skutecznie demaskować zło. Takiego człowieka zło się boi. A ta jego wewnętrzna czystość, ten spokój sumienia sprawia, że człowiek może stawić czoła drugiemu człowiekowi, że może się z nim spotkać, spojrzeć mu prosto w oczy i nie będzie się tego obawiał. To jest konsekwencja prawdy o sobie. Tej prawdy tak bardzo potrzeba w naszych rodzinach, w których dręczymy się wzajemnie unikaniem siebie, uciekaniem przed sobą, zagłuszaniem siebie bełkotem telewizyjnym albo uporczywym tkwieniem w iPhonie: to jest znak, którego nie można lekceważyć.
To jest współczesny sposób na zakrzyczanie prawdy. Bo ta prawda rodzi wyrzuty sumienia.
            Nawet nie słowo, ale sama obecność kogoś, wobec kogo nie jesteśmy w porządku, będzie nas denerwowała. Jeśli mąż nie jest w porządku wobec żony, to jej obecność jest wyrzutem i jako taka niepokoi. Jeśli dziecko wobec rodziców nie jest w porządku, to ich obecność je denerwuje. I problem w tym, że łatwiej jest uciec, niż stanąć w prawdzie.
Często przed mówieniem prawdy może nas powstrzymywać obawa spodziewanej reakcji, gdyż owo “nie jest łatwo” stale w nas drzemie i go nie lubimy. Uciec, trzasnąć drzwiami, krzyczeć, wyć, jest łatwiej niż przyznać rację.
Lecz o ile mniej byłoby wówczas problemów!
            Często stając wobec dziejącego się zła dziwimy się pytając: czemu o tym nikt nam nie powiedział?  Proste! Bo był uzależniony lub osaczony przez zło, bo był skorumpowany. Człowiek, który choćby tylko raz jeden z własnej woli podda się złu, traci wiarygodność, traci zaufanie, traci wolność. Dziecko, które raz nadużyje zaufania rodziców, nie odzyska go nigdy w takim stopniu, w jakim je posiadało. Małżonkowie, jeśli tylko raz będą nieuczciwi wobec siebie, nie wrócą już do pierwotnej ufności; cień zła będzie wśród nich obecny.
            Człowiek skorumpowany nie będzie świadczył o prawdzie, gdyż będzie się bał polemiki, zarzutu, który staje się wyrzutem. Ojciec, który pije, boi się poruszać tego tematu. Rodzice, którzy nie chodzą w niedzielę do kościoła, nie mogą dziecku zwracać na to uwagi. I takich zależności można podać wiele.

            Warunkiem skutecznego demaskowania i zwalczania zła jest osobista czystość, czyli prawda. Oczywiście, można z tej prawdy zrezygnować, ale czy warto i w imię czego warto? A pomyślmy:
            Czy małżonkom łatwiej żyje się w zakłamaniu wobec siebie, czy we wzajemnym zaufaniu i prawdzie?
            Czy rodzicom łatwiej żyje się w zakłamaniu wobec dzieci, czy też w prawdzie o nich i wobec nich?
            Czy lepiej udawać, czy być szczerym?
            Czy cena, jaką przychodzi płacić za rezygnację z prawdy w imię pozornego spokoju, pozornej przyjaźni, spektakularnej kariery, nie jest zbyt wysoka?
            Czy ten spokój nie staje się zbyt szybko niepokojem, przyjaźń nienawiścią, a kariera tragedią?

            Ja jestem Prawdą – mówi Jezus, i przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy kto jest z prawdy, słucha Mego głosu. Żyjcie w prawdzie, a prawda was wyzwoli.   

No comments:

Post a Comment