Wednesday, 8 March 2017

Oto Człowiek! – oto człowiek!

Rozważania Pasyjne - 1, O. Kazimierz Kozicki, OMI Toronto


            Czekaliśmy, moi Drodzy, na te chwile. Z mniejszą lub większą żarliwością ducha czekaliśmy na ten szczególny czas Wielkiego Postu i na tę godzinę Gorzkich Żali. Czekaliśmy po to, byśmy mogli z Panem Jezusem, w godzinie Jego cierpienia, się spotkać, z Nim się jednoczyć, Jemu – tak po ludzku – współczuć i zobaczyć gdzieś na tej drodze samych siebie, w różnych rolach, ale jednak samych siebie. On w godzinie swego cierpienia jest tak bardzo ludzki i tak bardzo bliski człowieka.

            Tak więc, pośród waśni i sporów – jak mówi prorok Izajasz – wśród bicia niegodziwą pięścią, wśród potoku wiadomości o aferach, przemocy, morderstwach i aktach terroryzmu, ze świadomością,
że pośród nas są ludzie zrozpaczeni, pozbawieni nadziei, bardzo zabiegający o chleb, bo go brakuje;
że są ludzie zbuntowani, negujący wszelkie świętości, wartości i autorytety;
że są ludzie uwikłani we własne zawinione, albo nie, problemy i trudne sprawy;
że są ludzie samotni, może żyjący wśród ludzi, ale mimo to samotni;
że są ludzie chorzy, dla których łóżko stało się ołtarzem, na którym przez miesiące i lata składają każdego dnia ofiarę ze swojego cierpienia;
że są ludzie przeżywający poczucie bezsensu i beznadziei;
ze świadomością swoich przeżyć i doświadczeń, swoich radości i trosk, z potrzeby serca, a nie z obowiązku, gromadzimy się w naszej świątyni przed Najświętszym Sakramentem, by przy pomocy łaski Bożej wejść w tę rzeczywistość rozgrywającą się w czasie od Wielkiego Czwartku do Wielkiego Piątku, rozgrywającą się między Ogrodem Oliwnym a Górą Golgoty; rzeczywistość, która przekracza te ramy czasu i przestrzeni i staje się obecna pośród nas w wymiarze cierpienia i dokonanej tam ofiary oraz jej owoców.

            Ta ofiara, z którą jednoczy się człowiek i z której owoców nieustannie czerpie, jest dziełem Boga-Człowieka, Jezusa Chrystusa. Ku Niemu kierujemy wzrok i myśl, przed Nim otwieramy skołatane serca, tworząc dzięki temu tę szczególną atmosferę tegorocznego pasyjnego nabożeństwa, w czasie którego będziemy chcieli stanąć przy Jezusie, którego obraz maluje prorok Izajasz w swojej pieśni o cierpiącym słudze Jahwe, o cierpiącym Bogu.

            Ten cierpiący Bóg jest nam tak bliski, tak ludzki, tak bardzo nasz. Będziemy stawać więc przy tym “naszym Bogu” i starać się wydobywać ogromne bogactwo treści zawarte w Bożym słowie.
Prorok Izajasz mówi: “Wielu osłupiało na Jego widok, tak nieludzko został oszpecony i postać Jego była niepodobna do ludzi”.
A mimo to Piłat odważył się powiedzieć: “Oto Człowiek”.
Piłat, który “wziął Jezusa i kazał Go ubiczować. A żołnierze uplótłszy koronę z cierni włożyli Mu ją na głowę i okryli Go płaszczem purpurowym. Potem podchodzili i mówili: “Witaj, Królu żydowski!” 
           I policzkowali Go”. (J 19, 1-3).

            Brakowało Piłatowi odwagi, by niewinnego uwolnić, by dać świadectwo prawdzie. Tak więc zadecydowała obawa o utratę stanowiska, zadecydował głos ludu, wzniecony przez Starszyznę zatroskaną o posiadane wpływy. Miał wzbudzić litość i współczucie, więc Go biczowano. Czy miała to być kara? Jeżeli tak, to za co? Była to pewna możliwość, pewien środek, w zamiarze, owszem, złoty. Piłat chciał uspokoić lud i własne sumienie. Nie udało się. Głos ludu się wzmagał; oni chcieli krwi! Biczowany Jezus stał się zabawką w rękach pewnych siebie żołnierzy rzymskich. On nie miał nic i nikogo po swojej stronie, był sam. Zawsze w otoczeniu ludu, a w tej godzinie sam. Ich było wielu i byli uzbrojeni. Osamotnione i wykpione dobro, przez pewne siebie, mocne siłą miecza, zło.
I to jest pewna ponadczasowa reguła.
Dobro bywa samotne i jako takie pozornie przegrywa, by ostatecznie fascynować. Dobro nie potrzebuje wielu sług; wystarczy jeden dobry człowiek, by zafascynował i zaniepokoił wielu. Zło, aby zaistniało, musi być mocne siłą oręża i musi mieć wielu wyznawców, w pojedynkę nic nie zrobi. Ono musi straszyć, musi krzyczeć.

            Ten osamotniony, wydany człowiekowi Król – “nie miał wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi”.
Wyprowadził Go Piłat przed lud “w koronie cierniowej i płaszczu purpurowym”, a chcąc być w zgodzie z własnym sumieniem, które szeptało: “jest niewinny”, i chcąc zachować przychylność tłumu wobec tak wyglądającego Jezusa, powiedział:
Oto Człowiek”.
A lud zawołał: “Ukrzyżuj, ukrzyżuj” – prawdziwie wzgardzony i odepchnięty.

            Patrzono na Niego z zachwytem, kiedy przemieniał wodę w wino, ratując dobre imię starostów wesela w Kanie Galilejskiej. Przemierzano za Nim znaczne odległości, chcąc obwołać Go królem, kiedy nakarmił słuchające Go rzesze darmowym chlebem. Wówczas przejrzał ich myśli i powiedział otwarcie: “Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, lecz dlatego, że jedliście chleb do sytości”.
            Zadawano sobie wiele trudu, by się z Nim spotkać: “Jacyś ludzie niosąc na łóżku chorego, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim. Nie mogąc z powodu tłumu...wyszli na płaski dach i przez powałę spuścili go przed Niego” (Łk 5, 17-26).
            Posyłano po Niego, gdy w domu gościła choroba lub śmierć. Wówczas był im potrzebny, wówczas, kiedy nie wymagał, kiedy rozdawał darmowe dobra, kiedy pozwolił uniknąć wstydu, kiedy obdarzał zdrowiem i życiem.

            Taki Bóg odpowiadał wówczas, o takiego Boga upomina się człowiek dzisiaj i Jemu stawia warunki: daj wina – dobrego, daj chleba – świeżego, daj zdrowie – trwałe, daj życie – długie, a jeśli nie?
Jeśli nie, to człowiek przeprowadzi sąd nad Bogiem. Tego sądu jesteśmy świadkami w wielu wypadkach. Człowiek neguje Boga, łamie znaki Jego męki, profanuje miejsca święte, zmienia normy określające odniesienia człowieka do Boga i człowieka do człowieka, przekreśla prawa natury. Zamyka Bogu usta huczącą rzeką głośnej muzyki, okrywa Go płaszczem demoralizacji, koronuje koroną samowoli, pluje na Niego wulgaryzmami, brzęczy ironicznie posiadanym groszem... Wypada powtórzyć:
oto człowiek!
A kiedy człowiek zaneguje już Boga, wówczas podniesie rękę na człowieka.
Napawają lękiem kolejne informacje o rozbojach, gwałtach, przemocy i aktach terroryzmu dokonywanych często przez ludzi młodych.
Czy jednak można się temu dziwić, jeśli zaakceptowano szydzenie z Boga i z tego, co święte?
Jeżeli w imię samowoli i swawoli poderwano autorytet tak rodziców jak i wychowawców?
Jeżeli zaprzestano stawiania wymagań, w myśl zasady: “jesteś wolny”?
Jeżeli odarto człowieka z godności i odpowiedzialności lansując ideał, który zostawi dzieci lub zamknie je w “Domu Dziecka”, zdradzi żonę czy męża?
W odpowiedzi na to dzieci podniosą rękę na rodziców lub zamkną ich w “Domach Starców”. Człowiek oszuka przyjaciela, wykorzysta pracownika, pokombinuje, pozałatwia – “oto człowiek!”
Lecz czy na pewno człowiek?, czy nie raczej obleczone ludzką skórą kości albo jakieś monstrum? Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy – powie poeta. Bez Boga, bez wartości, bez ideałów, bez autorytetów, bez odpowiedzialności, bo one ograniczają, krępują.

            Kiedyś na dziedzińcu Piłata Bóg w swej wielkości, pokorze i cichości został osaczony przez brak odwagi i przemoc.
Dzisiaj w wielu wypadkach jest On negowany bez powodu lub z byle powodu. Bóg staje się ofiarą niewiary, do której człowiek dochodzi często nieświadomie przez pasmo zaniedbań. Dzisiaj ta niewiara staje się normą, od której robi się wyjątek z racji określonych okoliczności rodzinnych, takich jak chrzest, ślub czy pogrzeb. Ośmielam się powiedzieć, że w wielu przypadkach w taki sposób kpi się z Boga, wyciągając ręce po te posługi, a nie mając w sercu ani krzty wiary.

            Dzisiaj w przeróżny sposób ci, którzy do Chrystusa świadomie się przyznają i stają po Jego stronie, w wielu przypadkach bywają osaczeni. Wspomniał o tym Ojciec św. Jan Paweł II będąc w Skoczowie:
Podziwiam tych ludzi, tych, którzy potrafią mieć tak za tak, nie za nie, bez światłocienia. Podziwiam tych rodziców, ojców i matki, którzy w swoim życiu małżeńskim i rodzinnym potrafią iść po śladach Mistrza. Podziwiam tę młodzież, która raz wybrawszy, w każdej chwili wybiera, wybiera świadomie”.
A ja, w tym powtarzającym się, każdego dnia na nowo, procesie Jezusa, po czyjej stoję stronie?     

No comments:

Post a Comment