Monday, 13 March 2017

Skąd Ty jesteś?

Rozważania Pasyjne – 2, O. Kazimierz Kozicki, OMI Toronto

            Powodowani potrzebą serca po raz kolejny poddajemy się łasce Bożej, by przy jej pomocy postąpić krok naprzód na naszej pasyjnej drodze. Stanęliśmy już przy Tym, który tak nieludzko został oszpecony i którego postać była niepodobna do ludzi, a o którym Piłat powiedział: “Oto Człowiek”. Stanęliśmy przy Tym, na widok którego wielu osłupiało, gdyż tak nieludzko został oszpecony. Osłupiało wówczas.
A jakie uczucia budzą się dzisiaj w naszych sercach? A jakie myśli budzą się dzisiaj w naszym umyśle, wobec Tego, który “nie miał wdzięku ani blasku, aby na Niego popatrzeć?”       

Jakkolwiek odpowiedzi mogą być różne to jednak jest prawdą bezsporną, że nasza tutaj obecność jest znakiem, iż chcemy na tego “Człowieka” się zapatrzyć i wesprzeć swoim świadectwem to osamotnione „Dobro”. Potrzeba nam istotnie tego zapatrzenia, by odkryć prawdę o wzajemnej relacji dobra i zła, jak również odkryć swoją godność i wartość. A raczej w perspektywie Tego cierpiącego “Sługi Boga” tę wartość nieustannie odkrywać.
Jak cenni jesteśmy w swoim człowieczeństwie. Jak wielką posiadamy wartość i godność.
Idźmy więc dalej po śladach “cierpiącego Sługi Jahwe”, by wyciszyć krzyk złowrogi, niszczący nawet w imię pozornej miłości, i aby usłyszeć szept tak bardzo budujący, przynoszący nadzieję, wyciskający łzy. Izajasz powie:
“Nawet nie otworzył ust swoich
jak baranek na rzeź prowadzony,
jak owca niema, wobec strzygących ją
tak On nie otworzył ust swoich...”

            Ci, którzy kiedykolwiek byli świadkami przykrej, ale koniecznej sceny uboju owcy, muszą przyznać, że poddanie tego zwierzęcia woli człowieka onieśmiela i wielu paraliżuje. I dlatego ludzie ci są w stanie głębiej niż inni przeżyć to Izajaszowe proroctwo, które spełnia się na kilka chwil przed wydaniem wyroku.
Wobec szalejącego tłumu Jezus milczy, “nie otwiera ust swoich, jak baranek na rzeź prowadzony”. Bo nic nie znaczy słowo prawdy wobec otumanionego tłumu. On tego słowa nie usłyszy, tym bardziej go nie przyjmie. Nie można i nie warto podejmować rozmowy z otumanionym tłumem. Nie można i nie warto swojej przyszłości z takim tłumem wiązać, gdyż ten tłum, ci sami ludzie kilka dni wcześniej wołali: “Hosanna”..., a teraz krzyczą: “Ukrzyżuj...”

            Piłat tych słów, tego krzyku się boi.
“Gdy Piłat usłyszał te słowa, uląkł się jeszcze bardziej, wszedł do Pretorium i zapytał Jezusa: “Skąd Ty jesteś?”
Być może szukał w tym momencie wyjścia, nie chcąc brać odpowiedzialności za krew w jego przekonaniu niewinną. Szukał wyjścia polegającego na przekazaniu sprawy osobie może bardziej kompetentnej. Lecz “Jezus nie dał mu odpowiedzi”.
Możliwe, że w tym momencie Piłat poczuł się dotknięty, bądź urażony postawą Jezusa, kontynuując bowiem przesłuchanie podkreślił: “Nie chcesz mówić ze mną? Czy nie wiesz, że mam władzę Ciebie uwolnić i mam władzę Ciebie ukrzyżować?”

            “Skąd Ty jesteś?” – pytał Piłat. A Jezus to pytanie zlekceważył! Dlaczego?  – Milczenie Jezusa w tym momencie wyraża coś szczególnego, wielkiego i ważnego. Bo nie jest ważne ”skąd”. Pytanie mało istotne nie doczekało się odpowiedzi. Człowieka nie można określać i oceniać na podstawie pochodzenia. Nie powinno być ważne skąd człowiek pochodzi: czy ze wsi czy z miasta, czy z prawniczej, lekarskiej, rolniczej czy robotniczej rodziny. A dzisiaj tak często zwraca się uwagę na ten wymiar określający człowieka. Dzisiaj zdaje się tak wiele od tego zależeć. Dzisiaj człowieka ocenia się po jego pochodzeniu, a to naprawdę nie jest ewangeliczne!

            Kiedy Piłat próbował wymóc odpowiedź powołując się na swoją władzę, Jezus już nie milczy, lecz zdecydowanie stwierdza: “Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby nie była ci dana z wysoka...”.
Nie można dopuszczać do tego, by ktoś trwał w błędzie, by ktoś przypisywał sobie rzeczy, które w ostateczności nie od niego zależą. Rzecz ważna, to świadomość posiadanej władzy. Gdzie jest jej źródło? Zarówno władzy jak i namaszczenia do jej sprawowania? Jezus odpowiada: “nie miałbyś niczego, gdyby to nie było ci dane”.
Niech ciebie posiadana władza nie zaślepia, niech cię ona nie ogłupia powodując, że stawiasz siebie ponad innymi. A o to tak łatwo. Obiecywać też łatwo i jeszcze łatwiej zapominać o tym, co się obiecywało.

            W dialogu z Piłatem pada jeszcze jedno pytanie: “Czy Ty jesteś Królem? Tak, jestem Królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie”. Nie można milczeć wobec pytania o tożsamość i cel misji...
            Są pytania i są sprawy, które nie mogą pozostać bez odpowiedzi, które tej odpowiedzi się domagają, a jej udzielenie jest obowiązkiem człowieka i tym samym sprawdzeniem samego siebie. Przeszkody nie może w tym momencie stanowić fałszywie pojęta pokora czy skromność, trzeba dać świadectwo prawdzie wobec siebie, wobec innych i wobec Boga. Tego tak bardzo brakuje wśród nas, ludzi wierzących. Z jednej strony dumy z faktu, że jesteśmy wierzącymi, a z drugiej pewności i przekonania o prawdzie. Tymczasem nie można poświęcać zbyt wielkiej uwagi sprawom błahym w naszej codzienności, a pomijać istotne.
Nieważne było: “skąd jesteś?” Natomiast ważne było, jest i zawsze będzie: “kim jesteś i po co?”
            Czy my w spotkaniu z drugim człowiekiem nie akcentujemy owego “skąd?” – skąd jesteś?, zapominając o tym, kim jesteś i po co przychodzisz? Czy mówiąc o sobie nie staramy się koncentrować uwagi na tym skąd jesteśmy, z jakiego domu, z jakiej rodziny pochodzimy, lekceważąc to, kim jesteśmy i co mamy do zrobienia? Zwróćmy więc uwagę, że Jezus udziela odpowiedzi wówczas, gdy pytanie dotyczy spraw rzeczywiście ważnych.

Poeta powie:
“dawno miniony dzień
płonie światłem
modlitwy mego serca
idę – ścieżką tęsknoty
przez pustynie epoki
na spotkanie z Chrystusem”.

            A to spotkanie często bywa bardzo dramatyczne i ubogie w słowa, choć jednocześnie bogate w świadectwo wiary, która stanowi prawdę obecną w życiu. Dać świadectwo wierze, to dać świadectwo prawdzie. Jezus po to właśnie się narodził, po to przyszedł na świat, by dać świadectwo prawdzie. Każdy zaś, kto jest z prawdy, kto jest Jego uczniem i wyznawcą, słucha Jego głosu i nie pozostawia Go bez odpowiedzi. Dialog między człowiekiem a Bogiem jest obecny od początku ich wzajemnej przygody. Bywają jednak sytuacje, w których ten dialog i owo dawanie świadectwa prawdzie ma ogromnie dramatyczny charakter.

            “Weź twego syna Izaaka, którego miłujesz, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jaki ci wskażę” – powiedział Bóg do patriarchy Abrahama. Abraham milczał. “Zabrawszy drwa do spalenia ofiary, włożył je na swego syna, wziął do ręki ogień i nóż, po czym obydwaj się oddalili”.
Co czuł? Co przeżywał? Milczał, dając świadectwo prawdzie w tak dramatycznych okolicznościach. Kto jest w stanie współczuć z Abrahamem? Chyba tylko owi rodzice, którzy uczestnicząc w podobnym dramacie, dali świadectwo prawdzie! Złożyli Bogu w różnych okolicznościach ofiarę ze swoich dzieci! “Oto człowiek – ojciec czy matka niemi z bólu, ale tak wiele mówiący, ale tak bardzo krzyczący! A wokoło cisza.

            Padło pytanie i padła odpowiedź. Na obozowym dziedzińcu w Oświęcimiu. On nie został wybrany, on mógł żyć, ale usłyszał ciche słowa współwięźnia: “moja żona i moje dzieci”. Wystąpił na przepisaną odległość. Esesman zapytał: “kto ty jesteś?” Proszę zwrócić uwagę, nie pyta “skąd”, ale pyta “kto”. Pada odpowiedź: “Jestem katolickim księdzem. Chcę iść na śmierć za tego... bo on ma żonę i dzieci”.
Zamiana miejsc. Ze sobą nie zamienili słowa. Prochy św. Maksymiliana rozsypano po polach wokół obozu. Śmierć w milczeniu, gdyż nie było siły, by mówić. Jedynym adresatem myśli pozostał Bóg. “Oto człowiek” – czekający w milczeniu na wypełnienie się woli Boga i tym milczeniem dający świadectwo prawdzie. To świadectwo domaga się również nazwania. Ta prawda domaga się opowiedzenia po jej stronie.
            Po stronie prawdy z taką determinacją opowiadał się zawsze opatrznościowy prymas, ks. kardynał Stefan Wyszyński. Za prawdę był gotowy zapłacić najwyższą cenę. “Dlatego i twoja prawda – powie ksiądz prymas – wymaga nieustannego doskonalenia. Mówimy umownie “prawda”, a wiemy, że prawda stawia wymagania. Prawda jest żywa i łączy się z odwagą. Odwaga jest potrzebna do wyznania prawdy przed ludźmi, “by widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”.
Wyznanie prawdy może nieraz drogo kosztować, ale “tylko plewy nic nie kosztują – powie ksiądz Jerzy Popiełuszko – za dorodne ziarno prawdy trzeba wiele zapłacić. Wy musicie mieć w sobie coś z orłów. Serce orle i wzrok orli. Musicie ducha hartować i wznosić się wysoko. Orły to wolne ptaki...”
            Czy jednak będziemy jak orły wzlatujące ku prawdzie? Czy jak inne ptaki, może nawet pięknie śpiewające, ale w klatce?

            Stojąc przy Chrystusie przesłuchiwanym przez Piłata, chciejmy uświadomić sobie, że są pytania, których nie można pozostawić bez odpowiedzi. Wcześniej czy później one się pojawią i trzeba będzie je podjąć. Są wyzwania, których nie można zlekceważyć, lecz trzeba je zrealizować, odkrywając w nich wolę Boga. Nie zlekceważył tego wyzwania Abraham, lecz poszedł, by ofiarować Bogu swój skarb. Podobnie św. Maksymilian zdecydował w swym sercu, mając świadomość, kim jest. Poszedł na śmierć, by inny mógł żyć! Poszedł kardynał Wyszyński, by życie dać za powierzoną sobie owczarnię Chrystusa. Poszedł ksiądz Jerzy, by słowo przypieczętować krwią.
Tu nie chodzi o rozgłos czy tanią popularność. Tu chodzi o właściwie pojęte świadectwo, które sprawia, że człowiek pozostaje w pamięci jako świadek. 

            Czy ja pozostanę świadkiem Chrystusa, choćby tylko w oczach własnych swoich dzieci i rodziny czy tylko ot, jednym z tłumu?  

No comments:

Post a Comment