Monday, 17 April 2017

“Niemożliwe było, aby śmierć nad Nim panowała” – Homilia o. Kazimierza Kozickiego, OMI Toronto

Poniedziałek Wielkanocny

            Na cmentarzu w Hanowerze, w Dolnej Saksonii, znajduje się grób, na którym położone były olbrzymie płyty granitu i marmuru, połączone ze sobą cementem i spięte ciężkimi stalowymi klamrami. Dlaczego? Ponieważ grób ten należał do pewnej kobiety, która nie wierzyła w zmartwychwstanie umarłych i panicznie się go bała. W związku z tym w testamencie rozporządziła, by jej grób był tak solidny i bezpieczny, by nawet w przypadku, gdyby było zmartwychwstanie, nie mogło jej dosięgnąć. Na nagrobku zaś kazała wyryć słowa: “Tego grobu nigdy nie wolno otworzyć”.

            Mijały kolejne dni, miesiące i lata i zdarzyło się, że jakieś nasionko, bardzo maleńkie nasionko wpadło między spojenia kamieni i wykiełkowało. Pojawiła się delikatna roślinka, która w ciszy, powoli i spokojnie coraz głębiej zapuszczała korzonki. Jednocześnie jej łodyga, a później pień stawał się coraz grubszy i twardszy. Wskutek tego kamienne płyty uległy przesunięciu, stalowe klamry wypadły ze swoich łożysk i pewnego dnia, bez względu i na przekór wszystkim zabezpieczeniom, grób został otwarty. Maleńkie ziarenko pokonało potężne kamienie.
            Skoro więc przyroda potrafi odnieść zwycięstwo nad ogromnymi skałami, czyż Pan Bóg nie poradzi sobie z kamieniami na naszych grobach, choć już zupełnie w innym znaczeniu i na innym poziomie? Już sobie poradził i zapowiedział, że ostateczne zwycięstwo należy do Niego.

            Ewangelie wspominają dwa groby, które również miały pozostawać zamknięte. Z innych wszakże powodów niż ten w Hanowerze.
Pierwszy to grób Łazarza z Betanii, do którego liturgia mszalna zawiodła nas dwa tygodnie temu, a którego, zdaniem Marty, siostry zmarłego, nie należało raczej tykać, jako że “ciało mego brata – mówiła – od czterech dni tam leży i już cuchnie”, w związku więc z czym jest za późno, by cokolwiek zmienić w jego sprawie przed nadejściem Dnia Ostatecznego. Tymczasem pamiętamy jak się rzecz zakończyła. Łazarz żywy i zdrowy wrócił z siostrami i przyjaciółmi do domu i zasiadł z nimi do uczty.
            Drugi grób to wykuty w skale w Jerozolimie grób Józefa z Arymatei, w którym w Wielki Piątek złożono martwe ciało Jezusa. Grób ten był także przywalony ciężkim kamieniem, a ponadto opieczętowany urzędowymi pieczęciami Imperium Rzymskiego i strzeżony przez państwowe straże. Te nadzwyczajne i wyjątkowe środki bezpieczeństwa zastosowano na wniosek faryzeuszy i starszych ludu z Jerozolimy. Bowiem obawiali się oni, by ktoś nie wykradł zmarłego i potem nie głosił, że powstał On z martwych, co w ich sytuacji byłoby większym kłopotem niż wszystkie dokonane przez Niego cuda i cała publiczna działalność. Na nieszczęście i ku zawstydzeniu ich wszystkich, mimo wszelkich podjętych środków ostrożności i zastosowanych zabezpieczeń, już na trzeci dzień po pogrzebie i ten grób został otwarty i okazał się pusty. Jezus Boską swoją mocą przywrócił do życia swoje martwe ciało i wyszedł z grobu wprawiając w osłupienie przerażone straże.

            Świadectwo temu daje nie kto inny tylko Piotr Apostoł, ten sam, który zaledwie kilka dni wcześniej przestraszył się zwyczajnej służącej i zaparł się swojego Mistrza mówiąc: “Nie znam tego Człowieka”. Dzisiaj natomiast staje odważnie wobec kilku tysięcy tych, którzy doprowadzili do skutku swój niecny plan i zamordowali Jezusa i zdecydowanym, donośnym głosem woła: “Mężowie izraelscy, słuchajcie uważnie i przyjmijcie do wiadomości, że tego Jezusa Nazarejczyka, którego posłannictwo potwierdził sam Bóg, a którego wy rękami bezbożnych przybiliście do krzyża i zabiliście, tenże Bóg wskrzesił z martwych zerwawszy więzy śmierci, gdyż było niemożliwe, aby ona nad Nim panowała”.
            I chociaż jeszcze wczoraj – jak pisze święty Jan w swojej Ewangelii – ani on ani pozostali uczniowie nie rozumieli Pisma, które mówiło, że On ma powstać z martwych, dzisiaj powołuje się na proroctwo króla Dawida, którego Izraelici wciąż otaczają niezmienną czcią i szacunkiem, a który tysiąc lat wcześniej w jednym ze swoich psalmów śpiewał o Chrystusie: „W krainie zmarłych duszy mej nie pozostawisz i nie dopuścisz, by Twój Święty doznał skażenia w grobie” (Ps 16, 10). To obecnie się dokonało, stwierdza święty Piotr, i dodaje: “ a świadectwo temu dajemy my właśnie, my, którzyśmy z Nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu”.
Nie ma zaś wątpliwości, moi Drodzy, że gdyby nie spotkali się ze Zmartwychwstałym, tak nagła i radykalna zmiana by się w nich nie dokonała.

            Na co jednak należy zwrócić uwagę szczególną to fakt, że od czasu, kiedy głoszone jest zmartwychwstanie Jezusa, tak długo też istnieją siły nieprzyjazne tej prawdzie, które w rozmaity sposób starają się ją zagłuszyć albo zamknąć jej usta.
Faryzeusze, uczeni w Piśmie i starsi ludu żydowskiego znaczną sumą świątynnych pieniędzy przekupili strażników grobu, by rozgłaszali fałszywą wieść o kradzieży Jezusowego ciała. Nie przejmowali się przy tym zupełnie, że w ten sposób ośmieszają samych siebie, wystawiają na szwank honor i dobre imię państwa i jego przedstawicieli i stają się przyczyną pogardy i kpiny ze strażników. Bo cóż to za żołnierz, który śpi w czasie służby?!

            Dzisiaj, choć czasy bardzo się zmieniły, pieniądz szeroko jest wykorzystywany do handlowania prawdą. We współczesnym świecie, kiedy żyjemy w społeczeństwie tak bardzo zróżnicowanym pod względem posiadania dóbr materialnych, jakże często bogaci mówią do biednych: “udzielimy wam wszelkiej pomocy, ale tylko wtedy, gdy będziecie realizować nasze programy” – choć wiadomo, że są to programy przeciwne Bogu, ludzkiej naturze i wszelkim wartościom.
Jakże to perfidna i pełna pogardy postawa względem człowieka, pełna pogardy względem tych, którzy w jakiś sposób funkcjonują w życiu społecznym i chcą uczciwie wypełniać swoje obowiązki zawodowe, a którym mówi się wprost, że, owszem, otrzymają pomoc w realizowaniu swojej działalności czy to, jako lekarze czy nauczyciele, ale tylko pod warunkiem, że będą uczyli programów, które są przeciwne Bogu i ludzkiej naturze. Przy tym zamożni decydenci starają się na jednym ogniu upiec dwie pieczenie, mianowicie zamknąć usta prawdzie i zdeprawować serca uczciwych dotąd ludzi.
Któż jest w stanie przewidzieć, jak długo jeszcze to potrwa?

            Mimo jednak, że czasy są złe, jak mówił to już Apostoł, nie wolno nam, moi Drodzy, tracić nadziei, która wszak pełna jest nieśmiertelności. Przecież Jezus w czasie swojej publicznej działalności zapewnił nas uroczyście, że Bóg jest Bogiem żywych, a nie umarłych, dla Niego bowiem wszyscy żyją. On zaś sam, jako pierwszy z tych co pomarli, powrócił do życia i powiedział, że wolą Jego Ojca jest, by nie stracił nikogo z tych, których od Niego otrzymał, nawet jednego z tych najmniejszych, lecz żeby ich wskrzesił w dniu ostatecznym. Podobnie św. Paweł w liście do mieszkańców Koryntu pisze, że “jak w Adamie wszyscy umierają, tak w Chrystusie wszyscy będą ożywieni” (1Kor 15, 22).  
            Ale skoro dzisiaj, razem ze świętym Piotrem i innymi apostołami i z niewiastami wracającymi z radością od pustego grobu Jezusa, mając także w pamięci pusty grób Łazarza, rozważamy prawdę o zmartwychwstaniu, spróbujmy zwrócić głębszą uwagę na pewien szczegół, który zwykle umyka naszej świadomości.
            Otóż, zauważmy, proszę, że jeżeli Pan Bóg, wbrew życzeniom nieznanej nam bliżej kobiety z Hanoweru, nie zamierza pozostawić ludzi w grobie, lecz jedynie przezeń przeprowadzić, jak kiedyś przeprowadził naród wybrany przez Morze Czerwone to znaczy, że śmierć niczego nie skończy, nie rozwiąże żadnych spraw, a już przede wszystkim tych, które nie zostały rozstrzygnięte i uporządkowane zgodnie z Bożą wolą i przykazaniami. Wszystkie one, nawet te zdziałane potajemnie i anonimowo, będą musiały być podjęte na nowo i doprowadzone do końca w imię miłości i prawdy.     
Wynika więc z tego, że każdy morderca stanie kiedyś twarzą w twarz ze swoją ofiarą, każdy skrzywdzony wobec krzywdziciela. 
Każda żona i mąż, który zerwał przysięgę małżeńską, stanie przed swoim współmałżonkiem, by wyznać i uznać swój egoizm, przez który obiecywany na początku raj na ziemi zamienił w koszmar i morze łez, a niejednokrotnie poranił boleśnie, często wręcz nieodwracalnie serca niczemu niewinnych dzieci.
Każda matka i ojciec będą musieli spojrzeć w oczy swojemu dziecku, któremu nie pozwolili się urodzić, podobnie jak lekarz, który dokonywał aborcji, i przyznać się do bezmyślności i niczym nieuzasadnionej nienawiści, która popchnęła do zabójstwa.
   
            Ci, którzy za wielkie pieniądze kupują kłamstwo, to znaczy płacą za jego szerzenie w środkach przekazu, w polityce, na uniwersytetach, w szkołach i przedszkolach, bo prawda jest dla nich niemiła, niewygodna i może ich skompromitować; ci, którzy zmuszają do poprawności politycznej, bezpośrednio czy pośrednio oraz ci, którzy prawdę sprzedają, to znaczy wyrzekają się jej dla takich czy innych materialnych korzyści, będą musieli rozliczyć się z tymi, których zepchnęli na bezdroża i manowce błędu i wytłumaczyć się dlaczego świadomie ich tumanili odbierając podstawowe prawo człowieka do prawdy, niszcząc ich ludzką godność i czyniąc sługami zakłamania i fałszu.
            Ci, którzy szerzą kłamliwe poglądy i opinie, przeciwne zdrowemu rozsądkowi i naturze teorie, zatruwając umysły młodych, nieświadomych błędu ludzi i zabijając w ich sercach prawdę i szacunek dla niej, będą musieli stanąć przed Czystą Prawdą, czyli przed żywym Bogiem, by zdać przed Nim sprawę ze swojej działalności i odpowiedzieć za bezmiar zła, jakie wskutek tego się dokonało.
            Twórcy niemoralnych filmów i dzieł sztuki oraz autorzy nieobyczajnych powieści, przez które niszczyli obraz Boży i szacunek dla świętości w duszach swoich odbiorców, odpowiedzą za wszystkie zgorszenia, jakich stali się powodem i poniosą konsekwencje za utrudnianie albo zupełne zamknięcie drogi do Boga dla swoich widzów czy czytelników.
            Jedynie ci, którzy wszystko w swoim życiu załatwili zgodnie ze sprawiedliwością i ustawili w świetle prawdy albo w sakramencie pojednania szczerze wyznali swoje błędy i grzechy i naprawili wyrządzone krzywdy, mogą spokojnie przekroczyć próg śmierci.

            Wiele krzywd, a nawet zbrodni popełnia się w świecie dlatego, że krzywdziciele, zwodziciele i gorszyciele sądzą, iż ich złe czyny można zasypać ziemią i przywalić kamieniem, że razem z ofiarą raz na zawsze zejdą do grobu i już nikt o nich nie wspomni.
Będą jednak niezmiernie, a może i niemile zaskoczeni, kiedy Bóg przywróciwszy zmarłych do życia, wezwie do załatwienia wszystkich porachunków w imię prawdy i sprawiedliwości. Wtedy “ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia, a ci, którzy pełnili złe czyny, na zmartwychwstanie potępienia” (J 5, 29).

            Śmierć naprawdę niczego nie załatwia. Ona jedynie utrudnia załatwienie spraw bolesnych, odsuwa je na dzień naszego zmartwychwstania.
Makabryczne?  – Chyba dla tych, którzy wyrządzili innym wiele złego.
A Bóg jest, po prostu, sprawiedliwy i święty. Do nieba zaś nic nieświętego nie wejdzie.
Gdybyśmy naprawdę poważnie traktowali tę prawdę, gdybyśmy poważnie traktowali prawdę dzisiejszego święta, nikt nie wyrządziłby drugiemu krzywdy, lecz starałby się żyć tak, by dobrocią pozyskać sobie przyjaciół i obrońców na dzień zmartwychwstania i sądu.

Czy myślałem kiedyś o tym? – Nie?  Więc, na co jeszcze czekam?

No comments:

Post a Comment