Tuesday, 9 May 2017

Kilka uwag – nie tylko dla rekolekcjonistów

Verba volant, scripta manet

            Zacznijmy może od samych fundamentów. Człowiek, to C + U + D, czyli Ciało, Umysł i Dusza. I chociaż przed nami cała wieczność, my troszczymy się bardziej o nasze ciało niż o naszą duszę.
            Zakładam, że do kościoła, jako Polacy i ludzie wierzący chodzimy w każdą niedzielę i święta. Chociaż wiem, że to jest założenie grubo przesadzone.
Nasze polskie Msze św. trwają w przybliżeniu godzinę +. Z tego na homilię i Słowo Boże przypada, znowu w przybliżeniu, pół godziny +, załóżmy. Oczywiście, wielu z nas ma także kontakt z wiarą katolicką poza kościołem. W pewnych okresach roku niektórzy z nas chodzą częściej niż raz na tydzień na Mszę św. i inne nabożeństwa, jak Nieszpory, Roraty, Droga Krzyżowa, Gorzkie Żale, majowe, różańcowe.
            Ale, ja chciałbym naszą uwagę skupić teraz głównie na homiliach i rekolekcjach.

            Homilia i nauka rekolekcyjna trwa powiedzmy 15-20 min. To wszystko są uproszczenia i szczegóły mało istotne. Ważniejsze są proporcje.
            Zastanówmy się teraz ile czasu w tygodniu spędzamy przed telewizorem, przed komputerem, radiem np. podczas jazdy samochodem i na czytaniu prasy, nie katolickiej. Oczywiście znowu niektórzy z nas czytają nie tylko prasę katolicką, jak np. „Niedzielę”, ale i książki religijne też. Ci nie są obiektem tych rozważań.
            Porównajmy teraz dwie wielkości. 15, a może i więcej minut w tygodniu na homilie i kilka a pewnie i kilkanaście godzin w tygodniu, a może i więcej na oglądanie i słuchanie tekstów i obrazów niemających wiele wspólnego z naszą katolicką wiarą.
            Czy w tej sytuacji można się dziwić, że Polacy zapominają o Bogu, o katolickiej wierze i o Kościele? A, jeśli do tego dodamy jeszcze opinię, która moim zdaniem też zawiera w sobie część prawdy, że Kościół zapomniał o narodzie. To mamy oczywiście uproszczony, ale wart dalszej analizy obraz ducha narodu polskiego na dzień dzisiejszy.
            Przejdźmy teraz do szczegółów.
            Słuchamy pięknej, mądrej homilii, czy nauki rekolekcyjnej. Słowo goni słowo. Zdanie goni zdanie. Myśl goni myśl. Obraz goni obraz.
            Nie mamy ani chwili na to, aby się zatrzymać, aby pomyśleć, zapamiętać, bo już płyną następne słowa, zdania, myśli, obrazy. Nikt nie jest w stanie tego przyswoić, pozostają tylko wrażenia i urywki.
            Czasem jest chwila po zakończeniu homilii, ale to na niewiele się zda. Bo przecież już jedne myśli przykryły poprzednie, … Za chwilę dalsza część Mszy św.
            Jak rozwiązać ten problem?
            Oczywiście nie po to przychodzimy do kościoła, aby przede wszystkim wysłuchać homilii. Ale ja skupiam naszą uwagę tylko na tym problemie.
            Bardzo często nauki rekolekcyjne są nagrywane, aby potem można je było jeszcze raz ewentualnie wysłuchać i rozważać. Nie uważam tego za dobre rozwiązanie. Bo chociaż możemy nagranie zatrzymać, cofnąć i posłuchać jeszcze raz, a nawet wiele razy, to nie to samo, co zapisana treść homilii na papierze, lub w formie elektronicznej umieszczona w internecie.
            Dopiero treść zapisana bez dźwięku pozwala każdemu z nas zapoznawać się z tym tekstem naszym własnym tempem. Można czytać małe i większe kawałki tekstu, rozmyślać nad nimi bez większy kłopotów, jakie występują w nagraniach głosu.  
            Wniosek pierwszy – każda nauka, każda homilia jeszcze tego dnia, kiedy została wygłoszona powinna być umieszczona w internecie, na stronie internetowej danej parafii.
            Oczywiście, jeszcze nie wszyscy wierni korzystają z internetu. Więc można by homilie publikować w biuletynach parafialnych. Obawiam się jednak, że biuletyny wtedy by się bardzo rozrosły, więc może praktyczniejszym rozwiązaniem byłoby przygotowanie na każdą Mszę św. odpowiedniej ilości kopii papierowych homilii dla tych osób, które nie korzystają z internetu.
            Podobne rozwiązanie proponuję w przypadku nauk rekolekcyjnych.
            Jakie są jeszcze dodatkowe korzyści z takich rozwiązań?
            Pierwsza i najważniejsza korzyść, to to, że kapłan musi staranniej niż dotychczas opracowywać swoje homilie.
            Drugie to to, że mając tekst na papierze lub w komputerze możemy do niego wracać, kiedy tylko mamy na to czas i ochotę.
            Osoby chore, lub ci, którzy z innych ważnych przyczyn nie mogli być na Mszy św. mogą przynajmniej zapoznać się z homilią. W trakcie rekolekcji również nawet ci, co danego dnia nie mogli wziąć udziału w rekolekcjach, mogą się zapoznać z nauką rekolekcyjną wygłoszoną tego dnia.
            Ale, jednak najważniejszą korzyścią będzie to, że nauka Kościoła wreszcie podawana będzie wiernym w formie i treści łatwiejszej do przyswojenia sobie.
            Można i trzeba z nią obcować dłużej niż przez 15-20 min na tydzień.
            Już starożytni pouczali się wzajemnie, że słowa ulatują, pismo pozostaje. Skorzystajmy wreszcie z tych odkryć. Uratujmy przynajmniej te 15-20 min. dla dobra wiernych.
            I na zakończenie jeszcze jedna uwaga raczej do rekolekcjonistów. Starajcie się cały swój wysiłek, całą swoją mądrość włożyć w przygotowanie nauki rekolekcyjnej a nie w przygotowanie dowcipu, czasem zupełnie nie na poziomie i niemającego wiele wspólnego z treścią nauki rekolekcyjne. A to tylko dlatego, żeby każdy z nas wychodził z kościoła nie z dowcipem, ale przynajmniej z jedną myślą zawartą w nauce rekolekcyjnej.

No comments:

Post a Comment